Kategorie:
Nowiny
Ze Świata
Z Polski
Z Australii
Polonijne
Nauka
Religia
 

Archiwum:

Reklama:

 
30 kwietnia 2009
Laureatka Burkiewicz - wspomnień festiwalowych część 2
Krystyna Burkiewicz, foto Puls Polonii, Felix Molski i Zofia Manche

Przystojny Pan Darek
Właściwie mogłabym dużo więcej napisać w tym temacie ale odbiegłabym od puenty festiwalowej. Zostawiam więc kochaną Ernestynę i innych działaczy, godnych nagrody Nobla w spokoju na inną okazje. Jeszcze sporo mam tu do powiedzenia o ciekawych momentach festiwalu. Kiedy już mieszkańcy Vaski prawie wybyli, Łukasz oznajmił, że i na nas przyszedł czas. Jedziemy do kina w Jindabyne na super film p.t. “Śladami Strzeleckiego”, produkcji TVN, jak się nie mylę. Niesamowicie emocjonujący dla mnie był fakt, że główne role w tym filmie grali Monika i Norbert Oksza Strzeleccy , spokrewnieni z wielkim Polakiem Edmundem Strzeleckim.

Link do Wspomnień cz. 1.

Drugi , jeszcze bardziej emocjonujący dla mnie fakt, że byli obecni podczas projekcji filmu ponieważ honorowo, z nowonarodzoną córeczką przybyli do Australii by wziąć udział w K’Ozzie Fest. Bardzo się cieszę, że spotkałam ich osobiście i mogłam z daleka (przez tę grypę - paskudę) popatrzeć na malutką, prześliczną Jaśminke. Ta czapeczka, te porteczki, a ten kubraczek, czyniły , że maleńka wyglądała jak prawdziwa podróżniczka. Super rodzinka. Samych dobroci im życzę i dużo zdrowia oraz szczęśliwego powrotu do Kraju.

Po filmie były duże brawa, bukiety kwiatów i gratulacje. Pod ekranem pojawił się wspaniały redaktor - aktor Dariusz Paczyński i z prawdziwą gracją podziękował aktorom. Jeszcze tylko kilka błysków kamer i wszyscy wędrowalismy do Memorial Hall na gorącą herbatkę i kawkę , no i oczywiście na oglądanie dzieł konkursowych. "Holly Molly" - prawie wwrzasnęłam, gdy na scenie zobaczyłam mój obraz. A jednak dowieźli, ucieszyłam się , a wczoraj myślałam, że zapomnieli. Wiedziałam, że jestem w czołówce finalistów ale tak naprawdę długo nie byłam pewna najwyższego wyróżnienia.

Stwierdziłam, że wszystkie prace konkursowe są wspaniałe, wdzięczne , pięknie wykonane i gdybym miała taką możliwość to wszystkim dałabym pierwszą nagrodę. Dla mnie to wyróżnienie jest niesamowitą niespodzianką , radością, niemalże szokiem oraz wielkim pokrzepieniem dla artystycznej duszy. Dziekuję tym, którzy dostrzegli w mojej pracy wartość tematyczną i artystyczną.

Było jeszcze sporo czasu do oficjalnego otwarcia K’Ozzie Fest, więc włóczyłam się po sali przygotowanej solidnie do tej wielkiej uroczystości. Wszystko oglądałam , słuchałam pięknych głosów artystów podczas prób, jakie w tym czasie też na sali odbywały się i rozmyślałam, jak to dalej tu będzie. Podziwiałam panią Urszulę, która z wielkim poświęceniem ćwiczyła swoich młodziutkich tancerzy. Jestem pewna, że nie jednego hołubca im zademonstrowała kochana Ulka. W momencie podziwiania Uli okropnie zgłodniałam.


Ekipa Paździora w akcji


Urszula z aborygeńskimi tancerzami oraz Lajkonikami

Doszedł do mnie zapach prawdziwej smakowitej, polskiej kuchni . Cóż to za pyszoty tutaj pichcą , pomyślałam i udałam się na zwiady do kuchni. Patrzę a tam kolejka , jak za czasów komunizmu za mięsem. Ach, warto stanąć w tej kolejce, pomyślałam, jak kuchnia pana Paździora serwuje placki kartoflane , kiełbaski , bigos i nawet ogórki kiszone. Prawdziwa frajda dla polskiego podniebienia. No nie? Pewnie, że tak, ale pod warunkiem , że podniebienie jest zdrowe.

A prawdziwa frajda dla polskiego oka to patrzeć na tańczącą młodzież w bajecznie kolorowych strojach ludowych. Te małe Lajkoniki na scenie to przecież sama radość. No a rozkosz dla ucha to śpiew naszych super artystów. Ciągle jeszcze słyszę przepiękny głos soprano wspaniałej Halinki Gad , cudowny głos Stasi Very oraz całego zespołu im. Jana Pawła II pod batutą dystyngowanej Bogusi Filip. Wspaniale, że już za chwilkę nasz konferansjer Darek oficjalnie zaprosi na scenę ważnych gości, by przemówili do nas uroczyście . Zaprosi też wspaniałych artystów na scenę, by piosenką i tańcem wyrazili powód naszej polskiej obecności w śnieżnych górach, "z których widać i koale i kangura" jak to napisano w Balladzie o Górze Kościuszki.

No więc zaczęło się uroczyste otwarcie K’Ozzie Fest.


Darek Paczyński przedstawia Monikę i Norberta Oksza Strzeleckich w Jindabyne Cinemas


Po projekcji tłumy waliły zrobić sobie zdjęcie ze Strzeleckimi

Dowiedziałam się od organizatorów festiwalu ,że mam zarezerwowane miejsce w drugim rzędzie i tam mam usiąść. Uczyniłam więc jak mi nakazano. Koło mnie zasiadła wesoła, serdeczna Marta Karpińska, młodziutka Natalia Krysiak , Sebastian Sawicki. I w tym momencie domyśliłam się, że jesteśmy laureatami konkursu. Spoglądając na siebie ciepło, uśmiechaliśmy się.

Nagle zza kulisów wyszedł Darek i uroczystym tonem, przepięknym aktorskim głosem powitał wszystkich przybyłych na festiwal oraz dostojnych gości z I Radcą Ambasady W. Krzesińskim na czele. Powitał też Aborygenów , którzy swoją obecnością okazali nam przyjacielską akceptację tej niesamowicie ważnej dla nas Polaków imprezy. Potem były przemowy, słowa uznania dla organizatorów oraz serdeczne powitanie nas wszystkich w Krainie Monaro. Nadało to bardzo uroczystej barwy , powagi dla idei organizatorów, których marzenia nareszcie się spełniły.

Przysłuchiwałam się i przyglądałam z wielkim zainteresowaniem. Poczułam się dumną Polką i cieszyłam, że jestem obecna wśród moich Rodaków. Nie widzę potrzeby cytownia przemówień w moich wspomnieniach bo z pewnością uczynią to lub już uczynili o wiele mądrzejsi ode mnie. Mnie bardzo zafascynowała część artystyczna galowego otwarcia festiwalu. Były piękne piosenki chwalące dzieło Sir Edmunda Strzeleckiego, był hymn o Snowy Mountains , Who were you Adyna i wiele , wiele innych muzycznych wspaniałości.Artyści cudownie wykonywali swój repertuar. Śpiewali solo oraz w grupach. Były tańce ludowe. Bardzo podobał mi się Polonez Kościuszkowski wykonany przez Syrenki. A na widok tańczących Lajkoników dostawałam oczopląsu. Wszyscy artyści otrzymywali gromkie brawa, gdyż naprawdę zasługiwali sobie na nie.


Od lewej: I Radca Ambasady RP Witold Krzesiński z laureatami - Martą Karpińską, Sebastianem Sawickim, Natalią Krysiak i Krystyną Burkiewicz


Roztańczone Lajkoniki

Nagle na scenie dostrzegłam szanowną Ernestynę Skurjat- Kozek z poważną miną, z plikiem kopert oraz pojemnikiem wypełnionym bukiecikami kwiatów. Pan Dariusz zapowiedział, że teraz będą wręczane nagrody dla laureatów konkursu graficznego. Na scenę zaproszono pana Radce Witolda Krzesińskiego. Poczułam jakby prąd przeleciał przez moje grypowo-obolałe ciało.

Ty!- Krycha-artycha zachowaj fason i nie zemdlej właśnie teraz, rozkazałam sama sobie. W tym też momencie usłyszałam moje nazwisko i imię. O Boże, muszę wstać i iść !!! Tak więc na miękkich zupełnie nogach pomaszerowałam w rytm muzyki (fanfary!) na podium. UFFFFFFFFF , co za przeżycie! Przez moment oślepłam i ogłuchłam . To chyba z wrażenia i radości. Moje pierwsze marzenie artystyczne, malarskie spełniło się. Nigdy wcześniej nie przeżyłam czegoś takiego. Oh, jak cieszę się , że moja Krysieńka zadzwoniła wtedy do mnie. Szkoda, że jest teraz w San Diego. Powinna być tu ze mną. Już widzę, jak byśmy razem skakały z radości. To nic, co się odwlecze, to nie uciecze, przypomniało mi się stare przysłowie i tym sposobem przebolałam nieobecność serdecznej przyjaciółki na tej wielkiej uroczystości.

Po chwili dołączyła do mnie cała reszta nagrodzonych laureatów. Ja osobiście czułam się jak “gwiazda”, bo jeszcze nigdy nie byłam tak obfotografowana jak tam na tej niezapomnianej scenie w Jindabyne. Wierzę , że wszyscy laureaci czuli się tak samo jak ja. Wszystko byłoby super, bo nie omdlałam, co czasem mi się zdarza w ekstremalnych sytuacjach, ale jak właśnie schodziłam po schodkach ze sceny, coś strzyknęło w kolanie i o mało nie spadłam z hukiem, z nagrodą i dyplomem w ręku. Winę zwaliłam na buty. Przecież jeszcze nie jestem w takim podeszłym wieku, by mnie ze sceny trzeba było sprowadzać.


Festiwalowy autobus wiezie nas na koncert Krzysia Małka


Krystyna Burkiewicz z Krzysztofem Małkiem i podarowanym mu obrazem

Kolano troszkę spuchło, ale już jest znowu w normie i nie boli. Całe szczęście. Nie dość , że mój biedny mężunio Romek jest kulawy, to jeszcze i ja miałabym być? Nigdy! Tak więc ciąg dalszy przepięknej imprezy pochłaniał całą moją uwagę. Artyści śpiewali, tańczyli. Nawet “Hej sokoły” były. Na sali wspaniała atmosfera. Taka nasza, polska, rodzinna. Aplauz i wielkie brawa dla każdego popisu artystycznego.

Wtem niesamowite zaskoczenie na sali. Przybyli oczekiwani Aborygeni!!! Ojej , oczy wyszły mi prawie z orbit jak zauważyłam , że są w czerwonych majteczkach , takich jak namalowałam na moim nagrodzonym obrazie! Na głowie też mieli czerwone przepaski i trzymali zielone gałązki, takie jak jeden z moich obrazowych tancerzy. Ciała ich również miały malowane ornamenty podobne do moich na obrazie. No to wyobraźnia mnie nie zawiodła, pomyślałam uradowana. Hurra!

Teraz będą na pewno tańczyć dla nas swój niesamowicie ciekawy, egzotyczny, repertuar. No i tańczyli . Tańczyli i śpiewali . W programie mieli taniec komara, kangura, wypędzania złych duchów i wiele , wiele innych. Podziwiałam ich energiczne ruchy i artystyczne wykonanie każdego tańca. A braw to nawet nie potrafię opisać. Brakuje mi po prostu odpowiednich słów, więc sami to sobie wyobraźcie, jeśli was tam nie było. Potem były zdjęcia i nawet całuski z aborygeńskimi artystami. Byłam nimi zachwycona. Widać było, że czuli się wspaniale wśród nas. Wywiązała się bardzo przyjazna atmosfera. Taka przyjażń jest nam bardzo potrzebna w Krainie Monaro, wszyscy o tym wiemy.

Kiedy ten kilkugodzinny galowy koncert dobiegł końca, następny zaraz będzie się zaczynał. Tak, to właśnie Krzysztof Małek Wielki będzie grał dla nas Balladę Chopina w G Minor op23, słynnego Poloneza, zagra też Polonezy Kościuszki, Etiudę Szymanowskiego i inne słynne utwory wielkich kompozytorów. Ale raj dla ucha, pomyślałam i szybciutko wskoczyłam do samochodu, by Łukasz z Asią nie zapomnieli o mnie przypadkiem. Czułam się bardzo chora i zmęczona, ale za nic nie opuściłabym koncertu Krzysia.

Namalowałam dla niego nawet “Pianistę”, by w ten sposób podziękować mu i okazać sympatię za Jego talent. Przyjechaliśmy do hotelu Horizons, a tam pełniusio. Ja chyba nie wystoję tu, pomyślałam przerażona, gdy zauważyłam, że wszystkie miejsca są zajęte. Na szczęście dostawiono więcej krzeseł i wygodnie sobie usiadłam. Koncert był naprawdę piękny. Wielki aplauz docierał chyba do szczytu Kościuszki. Brawa, brawa, brawa i bisy. Wszyscy wstaliśmy przed wspaniałym, młodym, polskim artystą. Coś niesamowitego. To będzie dla mnie niezapomniany moment do końca życia.

cdn

Krystyna Burkiewicz