Kategorie:
Nowiny
Ze Świata
Z Polski
Z Australii
Polonijne
Nauka
Religia
 

Archiwum:

Reklama:

 
1 kwietnia 2009
Z festiwalowego pola bitwy
Ernestyna Skurjat-Kozek
Najnowsze doniesienia z festiwalowego pola bitwy są takie: machina festiwalowa K'Ozzie Fest jest rozkręcona niczym karuzela. Trwają ostatnie przygotowania zarówno organizacyjne, jak i artystyczne.Mamy dużo nowych piosenek i wspaniałe materiały na wystawy fotograficzne i malarskie (a będzie ich kilka). Mamy niezłą reklamę w kwartalniku Snowy Times. Mamy konferansjerkę w osobie pięknej, wysokiej Caroline Fox, na codzień kierowniczki Visitors Centre w Cooma, od święta aktorki w lokalnym teatrze, jednoczesnie działaczki Monaro Arts Centre (nota bene organizuje ona recital Krzysztofa Małka w Cooma).

Wszystko jest na dobrej drodze - z wyjątkiem sponsorów. Nie chcą z nami rozmawiać. Sytuacja jest dramatyczna. Uzbieraliśmy dopiero połowę festiwalowego budżetu.Im bogatsi ludzie, tym niechętniej z nami rozmawiają. I jak to zwykle bywa: popierają nas ci najbiedniejsi, a najbardziej patriotyczni. Bardzo to wzruszające, kiedy wdowa (Halina Prociuk) czy emeryt (Józef Drewniak) przesyła niewielką sumkę ze szczerego serca.

Mamy mieć gości z Polski. Jak już informowaliśmy, z Poznania przybywają goście: Monika i Norbert Oksza Strzeleccy ze swą nowonarodzoną córeczką Jaśminką (odważni ludzie!). Strzeleccy chcą być obecni na premierze (zapowiedzianego rok temu) filmu TVN o Strzeleckim. Film ten otrzymałam od reżyserki pół roku temu, ale w wersji polskiej.Błagałam o przysłanie wersji z angielskimi napisami. Najpierw TVN się zgodził, potem się okazało, że dosięgnął ich kryzys i napisów nie będzie, no bo nie ma pieniędzy. Po kilku miesiącach dostałam wiadomość, że napisy produkują się w Krakowie. Potem wybuchła bomba, produkcję wstrzymano. Nie ujawnię tu powodów, dlaczego tak się stało. No trudno, pomyślałam, nie będzie filmu.

Zwiastun filmu TVN z udziałem Strzeleckich

Zwiastun filmu Oskara Kantora


Caroline Fox, nasza konferansjerka

No to będzie inny film, pomyślałam i zaczęłam Oskarowi Kantorowi suszyć głowę, żeby szybko zrealizował film o zdobyciu Mt Kosciuszko trasą Strzeleckiego. Oskar rzucił montaż filmu o Aborygenach, na którym mu bardzo zależało, i poświęcił więcej czasu na dokończenie filmu o Mt Kosciuszko. Zaplanowałam więc wyświetlenie filmu Kantora w Jindabyne Cinema, ale zaraz potem nadeszła informacja, że TVN dokończy jednak subtitles i przyśle nam swój film na festiwal. OK, myślę, to będą dwa filmy.

Kiedy skontaktowałam się z kierowniczką kina w Jindabyne, ta powiedziała, że w czasie ferii szkolnych musi wyświetlać filmy komercyjne już od 10,30 rano, zatem może nam udostępnić salę na wyświetlenie tylko jednego filmu. Pytanie, którego? Pomyślałam, że może Kantora, bo o przygodach Amerykanów i naszej ekipy było głośno w lokalnych mediach, tam też zapowiedziano, że film zostanie wyświetlony w czasie festiwalu. Film z Polski planowałam pokazać w Memorial Hall zaraz po sobotnim gala concert. Okazało się jednak, że musimy mieć wielki kinowy projektor (wypożyczenie takiego to straszny wydatek). Ledwie to zaplanowałam, to się okazało, że Strzeleckim sponsorzy zafundowali bilety do Australii, a więc wypada, żeby zaprezentowali film TVN w sali kinowej, a nie w "stodole".


W Snowy Times są nasze artykuły, plakaty i program festiwalu

W takim razie film Kantora musi być pokazany gdzie indziej. Ze względu na koszta projektora postanowiliśmy film pokazać na "szkolnym" rzutniku w małej salce konferencyjnej Hotelu Horizons po recitalu Krzysia Małka. Wynajęłam salę i zaczęłam szukać małego projektora. I wtedy nagle znalazł się ktoś, kto jest gotów wypożyczyć ZA DARMO wielki kinowy projektor. Teraz powstaje pytanie, jaka sala nam jest do tego potrzebna. I tak dzień po dniu przekładają się festiwalowe klocki i ciągle nie mogę wysłać programu festiwalu do publikacji w mediach. Ciągłe zmiany, ciągłe korekty. Na dodatek Kantor oświadczył, że kończy już montaż filmu o Aborygenach i bardzo chciałby go na festiwalu pokazać. Nam też na tym zależy, bo przecież budujemy nowe mosty, prowadzimy do zbliżenia polsko-aborygeńskiego.


Jeszcze raz "Snowy Times"

Aborygeni z rejonu Monaro (tradycyjni właściciele Gór Śnieżnych włącznie z Górą Kościuszki) chcą w tym roku przyjechać na nasz festiwal, a nawet go uświetnić poprzez udział tradycyjnych tancerzy oraz wystawę młodej Aborygenki, Cheryl Davison. Warto przypomnieć, że lody zostały przełamane na listopadowym seminarium w Cooma, kiedy to z Ulką Lang przedstawiłyśmy sylwetkę Strzeleckiego i jego szacunek dla zwyczajów i kultury rdzennej ludności.

W repertuarze festiwalowym pojawiają się nowe piosenki o Kościuszce i Strzeleckim. Znany warszawski kompozytor i dyrygent, Bolesław Szulia zgodził się skomponować muzykę do wiersza Z. Grabowskiego o Blumie, Kościuszce i Strzeleckim. Legendarny zespół Wawele z Krakowa skomponował balladę o Górze Kościuszki - ma ją zaśpiewać Gloria Strzelecka z Adelaide. Australijska poeta zaskoczyła nas niedawno wierszem o Adynie - ukochanej Strzeleckiego. Rozesłaliśmy więc wici po świecie, że potrzebna jest melodia do tego wiersza. W efekcie mamy na warsztacie cztery kompozycje: nad jedną pracuje Halina Gad z córką Joasią, nad drugą - Jola Komincz, nad trzecią jej 12-letni uczeń, który stawia pierwsze kroki w komponowaniu; mamy też muzykę skomponowaną w Adaleide przez kol. Swenczuka. Klęska urodzaju? Może warto przedstawić na festiwalu wszystkie wersje, a publiczność niech przyzna swoją nagrodę faworytce?

Prócz piosenek i tańców będziemy mieć atrakcyjne wystawy; zaprezentujemy m.in najlepsze prace z niedawno zakończonego konkursu graficznego "Strzelecki and his team - achieving together". W dniu 10 marca obradowało jury, które wyłoniło pokaźną grupę finalistów, zadecydowało komu i za co przypadną laury. Komunikat o zwycięzcach zostanie ogłoszony na koncercie w Jindabyne w sobotę 18 kwietnia o godzinie 13,30, również w mediach polonijnych. Finaliści z Australii zostali poinformowani o tym, że dostają JAKĄŚ nagrodę, aby mogli zaplanować swoją podróż. Pierwszą nagrodę Grand Prix ufundowaną przez Konsula generalnego R. Sarkowicza zostanie wręczona przez niego osobiście.

Przed laureatami wiele emocji, natomiast jurorzy mogli już spocząć na laurach po całym dniu ciężkiej pracy, pełzania po podłodze wśród rozłożonych dzieł i dziełek, po dyskusjach a nawet i drobnych sporach (zakończonych jednomyślnym werdyktem). Przypomnijmy, ze w pracach jury udział wzięli: Zbyszek Bilyk, Grzegorz Dąbrowa i Wojtek Pietranik. Chcemy Wam Drodzy Panowie bardzo serdecznie podziękować.

Staramy się zainteresować społeczeństwo australijskie naszymi wspaniałymi Polakami - Strzeleckim i Kościuszką - w sposób lekki łatwy i przyjemny, za pomocą tańca i piosenki a nawet komiksów.Stajemy na głowie, żeby się przebić przez mur obojętności. Zdobywamy powoli pojedyńczych dziennikarzy, nauczycieli, malarzy, councillorów. Twierdzy lokalnych biznesmanów jeszcze nam się nie udało zdobyć. Byc może sukces będziemy mieć za 10 lat. Ale czy przetrwamy do tej pory? Czy będziemy robić festiwale, skoro po pierwsze brakuje pieniędzy, a po drugie rąk do pomocy? Organizacja festiwalu to jest ciężka robota dla całego zespołu - i to na cały rok, a nie na kilka festiwalowych dni!

Muszę z satysfakcją odnotować, że znalazł się wolontariusz, który od czasu do czasu pomaga mi w sprawach organizacyjnych. Ostatnio spędziliśmy 3 dni nad kompilacją adresów notabli australijskich, nad drukiem kolorowych zaproszeń, nad drukiem nalepek adresowych, pakowaniu w koperty, lataniu na pocztę. Wyespediowaliśmy dwieście zaproszeń.


Oto Łukasz Karpiński

Mówię tu o Łukaszu Karpińskim, studencie 3 roku Bachelor of Accounting na Macquarie University. Na życie zarabia w uniwersyteckiej przychodni lekarskiej.Jest młodym, pogodnym i przedsiębiorczym człowiekiem. W rodzinnym Toruniu już jako 16-latek prowadził własną kafejkę internetową. Był też harcerzem, wyżywał się w organizacji obozów i biwaków. Pomagał też w organizacji turniejów rycerskich na zamku w Golubiu-Dobrzyniu.

A teraz pomaga nam. Gdyby na tym świecie było więcej takich Łukaszów jak Karpiński i Świątek, to miałabym z górki. Tym dwóm Łukaszom zawdzięczamy z Urszulą bardzo wiele i niniejszym publicznie składamy im serdeczne podziękowania. Dodam, że Łukasz Świątek pracuje bardzo ciężko i dla Fundacji i dla festiwalu i dla Pulsu Polonii. Wykonuje za kulisami wielką i ważną robotę. Prócz studiów (w których jest prymusem!), prócz korepetycji i innych niż Puls Polonii redakcji (z wielkim trudem) znajduje czas na opracowanie graficzne antologii festiwalowej, na projekty graficzne dyplomów w konkursie graficznym, na design plakatów i ulotek itd, itp. Oto dwaj młodzi ludzie, którym "chce się chcieć", jak to w swoim wierszu o Blumie, Kościuszce i Strzeleckim ujął pan Zdzisław Grabowski z Konina.

Tak więc, Drodzy Pulsowicze, kiedy w Pulsie nie ma zbyt dużo nowych artykułów, to nie myślcie, że my tu siedzimy z założonymi rękami. My naprawdę bardzo ciężko pracujemy. Dla Was.


List od red. Józefa Drewniaka