Kategorie:
Nowiny
Ze Świata
Z Polski
Z Australii
Polonijne
Nauka
Religia
 

Archiwum:

Reklama:

 
10 października 2007
Australijska Atlantyda (2)
Ernestyna Skurjat - Kozek. Foto Puls Polonii & Michał Godlewski

Link do odcinka pierwszego

Niedzielne uroczystości z okazji 50 rocznicy Wielkiej Przeprowadzki ze starego do nowego Adaminaby miały być bardziej na luzie, okazało się jednak, że był to raczej nerwowy dzień o bardzo napiętym programie. Ale po kolei. Część rodaków zakotwiczonych u Marty i Ryśka Karpińskich postanowiła pojechać w góry na śnieg, wykąpać się w gorących źródłach i zwiedzić okoliczne jaskinie. Część wybierała się na ekumeniczne nabożeństwo do St John’s Anglican Church. Natomiast Krzysio Małek, po kulinarnym wariactwie z siódemką dzieciaków, musiał swoje odespać. Nikt zatem nie śmiałby go budzić przed 12 w południe. Ktoś go jednak obudził, bo... O tym jednak za chwilkę.

Przy podmuchach wściekłej wichury pojechaliśmy do lokalnego kościółka anglikańskiego, z ciekawością oczekując ekumenicznego nabożeństwa. W progu serdecznie nas witali pastor rev. Paul Cohen oraz „pastorka” rev. Edith Mayhew, której mąż Colin stał na czele komitetu organizacyjnego wielkich obchodów. Edith powitała ekipę ABC TV i w tym właśnie momencie dowiedziałam się, że mamy wśród nas to główne australijskie medium. Zresztą nietrudno było zauważyć obecność kamerzysty, który filmował przyklękając, pełzając, kucając, kicając – obnażając gołe pośladki, z których obsuwały się spodnie.

Edith, w ramach historycznych wspomnień poprosiła do siebie panią Jean Ware, która działała w komitecie kościelnym w starym Adaminaby. Tę scenkę obejrzeliśmy wieczorem w dzienniku ABC TV. Wspominałam, że drewniane domy zostały ze starego Adaminaby przewiezione na platformach i w takim samym układzie uliczek ustawione w nowej osadzie. Z murowanymi kościołami było trochę inaczej. Trzy kościoły rozebrano cegła po cegle i zbudowano ponownie na nowym miejscu.


Marta Karpińska (po prawej) z mieszkanką Starego Adaminaby

Słuchając wycia wiatru na dachu anglikańskiego kościoła próbowałam sobie ułożyć w myślach jego historię. Drewniana świątynka St John’s powstała w 1862 roku, to jest mniej więcej wtedy, kiedy nasz polski osadnik (mieszkający w Sydney) hrabia Ferdynand Plater naturalizował się czyli przyjął brytyjskie obywatelstwo. Osada Adaminaby istniała już od 1830 roku, a więc od czasu, kiedy to w dalekiej Europie bracia Lucjan i Ferdynand Plater brali udział w Postaniu Listopadowym. Pierwotna nazwa osady brzmi Seymour. Jednak w roku 1886 zmieniono nazwę, aby nie mylono jej z miejscowością o takiej samej nazwie w sąsiedniej Wiktorii. Nowa nazwa, zapożyczona z aborygeńskiego, oznaczała „camping place”, czyli miejsce nad wodą.

W położonej nieopodal Kiandrze odkryto złoto i w szybkim czasie tamtejsza ludność wzrosła do 10 tysięcy. Jak wynika z zachowanych dokumentów, pierwsza msza święta została odprawiona w Kiandra w roku 1860. Kamień węgielny pod drewniany kościółek St John’s w Adaminaby położono w 2 lata później. Drewnianą świątynię zastąpił w roku 1906 nowy kościółek w stylu gotyckim, zbudowany z lokalnego granitu. Ostatnie przed wielką przeprowadzką nabożeństwo odprawiono w nim 29 kwietnia 1956 roku. Potem była przerwa na wielką przeprowadzkę i dopiero 12 marca 1957 odprawiono mszę już na nowym miejscu. I tenże kościółek stoi do dziś i służy wiernym – również turystom takim jak my.


Wystawa artystycznych kołder

A pozostałe dwa kościoły? Prezbiteriański zamknęto. A co z kościołem katolickim St Mary’s? Rozebrany i na nowo złożony służył katolikom do lipca 2006 roku, kiedy to w niewyjaśnionych okolicznościach spłonął. Pozostała po nim jedynie pamiątka w postaci kilku schodów i murowanego słupka, ale to nie w Nowym Adaminaby, tylko na dnie Jeziora Eucumbene, odkrytego przez sześcioletnią suszę. Ruiny starej osady ukazały się oczom zdumionych mieszkańców w kwietniu tego roku. Z jakimi to przedziwnymi emocjami musieli kościelne schodki oglądać starsi państwo Mary i Greg Russel, którzy tu właśnie 60 lat wcześniej brali ślub kościelny?! Z jakimi uczuciami uliczki swego dzieciństwa i pozostałości rodzinnego sklepiku oglądał Leigh Stewart? It is a demonstration of severity of the draught, powiedział w jednym z wywiadów prasowych.

Po nabożeństwie w St John’s zjeżdżamy w dół ku pomnikowi, obok którego znajduje się galeria Historical Photographs Gallery pana Stewarta. Tu właśnie redaktorzy Radia ABC Sophie Longdon i Andrew Ogilvie zgromadzili gości, których zaprosili do udziału w programie na żywo zaraz po 11 rano. Jednym z gości był John Hospodaryk. Kilka dni wcześniej ustalili z nim, co ma śpiewać – oczywiście balladę o budowie tamy „We build the dam”. Zanim jednak zaśpiewał, opowiedział o koncercie muzyki Kościuszki na Górze Kościuszki. Oj, radowało się nasze serce!


Redaktorzy Radia ABC z Johnem Hospodarykiem

Z poczuciem sukcesu powędrowaliśmy więc do Memorial Hall, gdzie miały się odbyć spotkania z pisarzami oraz kolejne występy artystyczne z udziałem naszego przyjaciela, jazzmana, Paula Diona. W momencie, kiedy weszliśmy do sali, pojawiło się nadzwyczajne zadanie do wykonania: należało natychmiast sprowadzić Krzysia Małka, ponieważ szukała go Telewizja ABC.

Dowiedziałam się o tym od Jan Leckstrom , członkini społecznego komitetu obchodów. Dopiero teraz się dotarło do mnie, że ta szczupła blondynka to szefowa Lake Eucumbene Chamber of Commerce, zdobywczyni tytułu Citizen of the Year of the Snowy River Shire 2005. Zaaferowana Jan opowiadała, jak to godzinę temu dostała telefon od znanego dziennikarza Geoffa Simmsa z ABC TV, żeby wyjechała po niego i ekipę na lokalny airstrip, bo przylatuje helikopterem kręcić reportaż. Dodał, że chce sfilmować naszego Krzysia.


Jan Leckstrom, biznesmanka i działaczka

Krzysio natomiast odsypiał w hacjendzie kulinarne szaleństwa z młodszym pokoleniem... Marta i Rysiek natychmiast wskoczyli w samochód, żeby Krzysia sprowadzić do Memorial Hall. Podobno złapali go w momencie, kiedy wybierał się na wycieczkę. Musiał natychmiast wyprać i wyprasować koncertową koszulę, wbić się w garnitur i pojawić się wśród nas.

Atmosfera na sali była dość niesamowita. Każdy artysta marzył o tym, żeby się załapać na telewizyjne kamery – a nie każdemu to było dane. Zgodnie z programem, najpierw musieli wystąpić pisarze, bo to oni, a nie my, napisali ważne książki o The Big Move. Zaraz po nich miała wystąpić cała czereda artystów. Jednocześnie wiedzieliśmy o tym ( a była to tajna wiadomość!), że helikopter ABC TV musi odlecieć o 15,30, bo inaczej nie zdąży wrócić do Sydney i zmontować reportażu do dziennika o godzinie 19.


ABC TV filmuje Krzysztofa Małka


ABC TV sfilmowała piękną harfistkę, ale jej nie pokazała

W którymś momencie pojawił się na sali znajomy kamerzysta: klękając i pełzając kręcił cokolwiek się dało, w tym filmowo atrakcyjne koronki (spódnicy!) przystojnej harfistki oraz występ naszego zaprzyjaźnionego jazzmana Paula Diona, jak też wystąpienia literatów: Emily Ballou i Johna S. Trengove. A tymczasem gdzieś tam na zapleczu, o czym nie wiedziałam, redaktor Geoff Simms gawędził sobie z Małkiem...

Koncentracja w takiej sytuacji była niełatwa, próbowałam jednak przytomnie śledzić wystąpienia dwójki pisarzy: Emily Ballou (którą już wcześniej spotkałam w galerii L. Stewarta) i Johna S. Trengove. Emily przyjechała specjalnie na ten jubileusz z Blue Mountains (ze swoim pieskiem), natomiast John wraz ze swą małżonką przyjechali z Melbourne. Fajni ludzie - choć tak różni!


Może Kościuszko zainspiruje kiedyś Amerykankę Emily tak, jak zainspirowała ją "australijska Atlantyda"?

Z Johnem od lat przyjażni się Jan, która nota bene była redaktorką jego książki pt. „Maneroo Backtrack” wydanej w tym roku. Książka ta, jak czytamy we wstępie, to concise history of the Monaro, Snowy Mountains and the township of Adaminaby, NSW. Nie zdążyłam jej przeczytać przed napisaniem niniejszego artykułu, ale na podstawie pobieżnych oględzin mogę stwierdzić, że autor bardzo rzetelnie potraktował i opisał wkład Polaków w rozwój tego regionu.


John S. Trengove czyta fragment swojej książki

O Emily Ballou będę wkrótce pisać obszerniej, kiedy przeczytam jej wielkie dzieło pt. Aphelion. Gdzieś w podtytule czytamy: Memories & metaphores crowd this gothic tale of lives drowned by progress. Nie mogę się nadziwić, jak to się stało, że ta młoda osoba – Amerykanka urodzona w Milwuakee w 1968 roku, nawiała mamusi, osiedliła się w Australii, przyjęła obywatelstwo australijskie... Już w roku 2003 The Sydney Morning Herald określił ją jako znakomitą młodą pisarkę one of the best novelists of the year.

Zaraz potem Amerykanka napisała tak ważną dla historii Australii powieść! Bohaterkami powieści ( której akcja rogrywa się kolejno w latach 1939, 1957 i 2002) są cztery pokolenia kobiet z tej samej rodziny, właśnie z Adaminaby. Książki jeszcze nie przyczytałam, liczy około 500 stron, natomiast przestudiowałam kilka recenzji. Stąd wiem, że jest w tej powieści wątek romansowy, są też w niej grube pokłady historii i filozofii... a całość podobno bardzo metaforyczna, bardzo poetycka – wszak Emily jest przede wszystkim poetką!


Paul Dion gra jazzową przeróbkę "Walca" Kościuszki

Po wystąpieniach pisarzy rozpoczął się koncert. Miłą niespodzianką była obecność jazzmana Paula Diona, który przyjechał z Jindabyne specjalnie, aby zagrać swoją interpretację „Walca” Kościuszki. To wspaniale, że chciało mu się stawiać czoła wichurze, która spychała samochody z asfaltu! W czasie przerwy na herbatkę z „puszystymi”, przesmacznymi ciastami miałam okazję dłużej porozmawiać z Paulem. Paul ( wokalista, instrumentalista, kompozytor) łaskawie zgodził się wejść w skład jury konkursu, który wkrótce ma ogłosić Fundacja Kulturalna Pulsu Polonii. Przy okazji dowiedziałam się, że Paul dostał ostatnio nagrodę w ogólnokrajowym konkursie na kompozycję utworu, którym pokonał setki konkurentów. Brawo, Paul!


Koncert podobał się dorosłym i dzieciom!

Koncert trwał. Po swoim kolejnym występie Vendulka siadła obok Krzysia, „wyrwała” mu Nikona i zaczęła robić zdjęcia. Zaniepokojona patrzyłam na zegar. Już niedługo wybije 14,30. Ale oto Jan podeszła do Krzysia Małka i poprowadziła w stronę pianina. Jak wcześniej ustalono z ekipą ABC TV, Krzysztof miał wykonać najbardziej dynamiczny, popisowy fragment Poloneza as -dur Chopina. No i ten właśnie fragment pan kamerzysta z prawa, z lewa, i en face sfilmował, po czym ruszył do drzwi wyjściowych. A Krzysio tylko porwał aparat ,szepnął „zaraz wracam” i zniknął.


Vendulka w akcji!

Wrócił za jakiś czas rozpromieniony, bo – jak było widać na zdjęciach - udało mu się posiedzieć w telewizyjnym helikopterze za sterami. Kto jeszcze nie wie, niechaj się niniejszym dowie, że wielką pasją Małka są samoloty. Ale to osobna opowieść – na inny raz!

Po koncercie znów herbata z ciastem i pożegnanie. Niektórzy wracali już do Sydney. Ale Wirtuoz z Biologiem dali się zabrać do Starego Adaminaby. Przy pochmurnym niebie i zachodzącym słońcu udało się zrobić serię ciekawych artystycznie zdjęć. Jedno z nich przedstawia Michała na słupku w sąsiedztwie schodów – jak się potem okazało, były to schody wiodące do dawnego kościoła katolickiego...

Dwa „Telegraphy”.
Angielski Telegraph z 5 czerwca 2007: Flooded Town re-emerges after 50 years. Czytamy tam, że the longest big dry in a century – widely blamed on climate change – has reduced man-made Lake Eucumbene to a tenth of its normal size, exposing the town’s muddy outline to the elements…
Australijski Telegraph z 18 kwietnia 2007. Drought uncoveres drowned town.


Michał Godlewski na słupku wystającym z jeziora


Krzysztof Małek - zadumany nad australijską Atlantydą

Po wypadzie nad Jezioro Eucumbene, na dnie którego widać było pozostałości starej osady, wróciliśmy „do domu”, czyli do Karpińskich. Cała nasza czereda, dorośli i dzieci zasiedli przed telewizorem w nadziei, że ABC TV nada reportaż z Adaminaby, w którym nie zabraknie polskiego wirtuoza. W życiu nie widziałam, żeby towarzystwo siedziało tak cichutko, ani mru-mru.

Zbliżała się godzina 19. Rysio chciał nagrać dziennik, ale ani on, ani nikt z nas nie wiedział, jak nastawić aparaturę. Zadzwoniłam do Sydney do naszego kamerzysty Marka Kammy, zostawiłam na automatycznej sekretarce prośbę, aby nagrał dziennik na wieczną rzeczy pamiatkę. Czekaliśmy z zapartym tchem. Robiliśmy zakłady, ile sekund nam telewizja raczy poświęcić. Reportaż z Adaminaby miał ponad 2 minuty, a Krzysiowi, jak ktoś obliczył, poświęcono 17 sekund. Z radością odnotowaliśmy, że nie tylko wyeksponowano wielki portret Tadeusza Kościuszki, ale też wpleciono naszego bohatera w narrację dziennika.


Wielka cisza przed telewizorem

Trzeba było pocelebrować! Po kolacji znowu śpiewy! Hospodaryków już wprawdzie nie było, ale czeskie gitary dotrzymały nam towarzystwa do późnych godzin nocnych. Rankiem zaś, po wspólnym, gwarnym śniadanku zaczęliśmy się pakować do wyjazdu. Po drodze pojechaliśmy spakować wystawę, którą właśnie oglądała jakaś wycieczka autokarowa. Wichtowie nam dzielnie pomagali (pakowanie zajęło ze dwie godziny), natomiast Krzysia, Michała oraz czeskie maluchy „wcięło” i trzeba ich było szukać w tym na szczęście niewielkim miasteczku. Dzieciaki miały być w galerii pana Stewarta.

Okazało się jednak, że galeria zamknięta. Co robić? Jarka Wichta zaprosiła nas do pobliskiej kawiarni. Ku naszemu zdumieniu zaginiona czeredka tam właśnie urzędowała. Zanim myśmy zamówili kawę, to czeredka chichotając wyruszyła w świat... rzekomo do pubu! W pubie jej (oczywiście) nie było...ale z pobliskiego parku dobiegały radosne śmiechy. Słowiańskie śmiechy. Tak, to nasze zguby! Huśtały się i fotografowały! Z trudem wyrwaliśmy je z parku. Było południe. Trzeba było wracać do domu, do rzeczywistości, do codziennych obowiązków. Patrząc na rozbawionego Krzyśka „oblepionego” dzieciakami pomyślałam, że powinien mieć dużo dzieci. Może kiedyś będzie miał, jak ongiś te rodziny ze Starego Adaminaby?


Spiew, śmiech i dowcipkowanie to naturalny stan Vendulki

Ruszyliśmy w drogę. Kończył się wspaniały long weekend. A tam, w Adaminaby zostawały nierozwiązane problemy. Jakie? Wiadomo: prąd, woda, irygacja. Trwa ogólnonarodowa dyskusja nad prywatyzacją Snowy Hydro. Ktoś na tej podstawie wygra lub przegra wybory federalne. Trudno powiedzieć, jaka jest prawda o suszy. Bo może to nie ona pożarła kilkadziesiąt metrów wody z Jeziora Eucumbene? Kto wie, może Ann Kennedy ma rację? Może ktoś kradnie wodę?

Residents suspect the Snowy Hydro why water level’s falling. It’s not the drought! They tried to sell Snowy Hydro, we jumped up and down and stopped them, so they sold the water – it goes down to the Riverina to rice paddies and the cotton…

Nie wiemy, jaka jest odpowiedź na to "elektryczne" pytanie. Jedno natomiast jest pewne: Adaminaby jest i pozostanie miejscem narodzin australijskiej wielokulturowości.

Ernestyna Skurjat-Kozek

I jeszcze kilka linków...

Angielski The Telegraph o zatopionym australijskim mieście

ABC Online about Snowy Scheme Museum

Monaro Post bitter sweet memories

Filmik

Ruiny kościoła