Kategorie:
Nowiny
Ze Świata
Z Polski
Z Australii
Polonijne
Nauka
Religia
 

Archiwum:

Reklama:

 
21 sierpnia 2007
Nie ma to jak Cabramatta!
Ernestyna Skurjat-Kozek, zdjęcia Puls Polonii

Oliwia Kierdal
Lało jak z cebra, nawet rzeka Paramatta wylała.The heaviest August rains in 9 years, jak podali w radiu. Kto by chciał w taki dzień wychodzić z domu? A jednak Polonia z rejonu Cabramatta licznie przybyła na koncert kościuszkowski w Domu Orła Białego. Frekwencja jak bum cyk cyk, podobno obiadów i pączków ledwie dla wszystkich starczyło. My, organizatorzy, jesteśmy super zadowoleni. Widownia chyba też, bo biła brawo, aż ręce puchły. Artyści też chyba zapamiętają sobie koncert w ciepłej domowej atmosferze, gdzie czuło się, że „nas tu chcą”! A wszystko dzięki Joannie Kucyper i Krystynie Cyroń, które się uparły, że koncert w Cabramatta musi być!

Kiedy autorka pieśni o Strzeleckim Hi Australian Snowy Mountains, Joanna Kucyper zadzwoniła do mnie z propozycją zorganizowania koncertu w Domu Orła Białego, powiedziałam: „Kobito, czy ty wiesz, ile to roboty?” – i odmówiłam, bo miałam nadmiar innych obowiązków. Ale Joanna wraz z prezeską Seniorów z Cabramatta uparły się, że koncert musi być, bo trzeba uczcić 210 rocznicę urodzin Sir Pawła Edmunda Strzeleckiego.

Indeed, pomyślałam, repertuar jest, wystawa jest, artyści są, scena ładna jest, rocznica też jest...Why not?OK – mówię do Joanny – Ty rób koncert, a ja ci pomogę z wystawą.

I tak w ostatnią sobotę Joanna i Andrzej Kucyperowie spotkali się z nami w Klubie Polskim w Ashfield, gdzie zdjęliśmy cenne, a kruche (bo zamontowane na foamboards) fotografie. Trzeba je było delikatnie zapakować i przewieźć „ na wieś” (jak to Pani Cyroniowa nazywa Cabramattę). Na tym pakowaniu w Sali Lustrzanej zeszło nam kilka godzin.


Krystyna Cyroń w swoim "wiejskim" królestwie

W międzyczasie mieliśmy miłą wizytę. Odwiedził nas aktor Teatru Fantazja Bogumił Drozdowski, który – tym razem w charakterze „koństruktora” – dopasowywał swoją scenografię do sceny w Ashfield. Z lekka zaniepokojeni prognozą pogody życzyliśmy sobie wzajemnie powodzenia na niedzielnych spektaklach.

A prognoza pogody chciała udowodnić, że się nie myli i deszcz zesłała od razu w sobotę. Z bambetlami, obrazami, wystawą i antykami jechaliśmy trzema samochodami przez zapaćkany krajobraz „na wieś”. Tu i ówdzie spod opon wyskakiwały fontanny. W Domu Orła Białego powitały nas przyjazne dusze, sala i scena były już pięknie przytrojone. Czuło się, że nas tu chcą i na nas czekają.


Pieśń Konopnickiej o Kościuszce. Spiewa Halina Gad. Akompaniuje Krzysztof Małek

W przeciwieństwie do dżiprokowych ścian większości budynków australijskich – tu mieliśmy do czynienia z betonem. Trzeba było zdjąć tutejsze obrazy i wykorzystać istniejące haki. Jednak większość wielkoformatowych fotografii (było ich 26) zawisła na... Nie, tego nie możemy zdradzić. Kto chce niech pojedzie i sam zobaczy. Najlepiej w środę, bo wtedy wydają pyszne obiady.

Dwa obrazy w złotych ramach postanowiliśmy rozpakować dopiero nastęnego dnia pod czujnym okiem Eli Cesarskiej, która miała dowieźć odpowiednie stojaki i fachowo wszystko ustawić.


Gdzie kucharek sześć, tam jedzenia nie zabraknie!

Zawieszenie wystawy zajęło kilka godzin, więc prosto z Domu Orła Białego polecieliśmy na wieczorną mszę św. do kaplicy Księży Chrystusowców w Miller. Odprawiał ją z wielkim przejęciem i kapłańskim zaangażowaniem ksiądz-emeryt Józef Kołodziej. Z pieśnią na ustach Wszystkie nasze dzienne sprawy ruszyliśmy do swych domów (Kucyperowie aż do Gosford), aby się spotkać następnego dnia o 11 rano w Cabramatta, gdzie jeszcze czekało nas sporo roboty.

W niedzielę nad ranem śniła mi się Niagara. Otworzyłam oczy – lało jak z cebra. No to po ptokach, pomyślałam. Kto w taką pogodę wyjdzie z domu? Artyści pewnie zaraz przyślą maila, że dostali wirusowego zapalenia gardła. Jeden wielki skandal, myślałam sobie w duchu, wydzwaniając do tego i owego, ale w tym deszczu nie chciało łączyć, więc pełna najgorszych przeczuć wsiadłam w samochód i rozpoczęłam podróż „na wieś”.


The Sydney Windjammers pod batutą Spencera Ferriera

W pełnej gwaru, sympatycznie udekorowanej sali Domu Orła Białego spotkaliśmy nie tylko brygadę kucharzy gotujących obiad, ale i roześmiane dziewczyny z Zespołu Syrenka. Stopniowo zaczęli się zjeżdżać i inni artyści, potem prosto z kościoła napłynęła wielka fala rodaków, zrobiło się jeszcze gwarniej, tłoczno i wesoło.

Ksiądz Krzysztof Chwałek nie dopuścił nas do obiadu, dopóki nie odmówiliśmy Pod Twoją obronę(wiadomo, sierpień). Potem już standardowa modlitwa i na pierwsze danie smaczny rosół. Obiad się trochę przeciągał, więc trzeba było zabrać się za konferansjerkę. I tak informacje przeznaczone na później sprzedałyśmy z Joanną "na pniu". Była więc szansa dokładniej pomówić o Kościuszce, o jego muzyce, o wystawie.

I tak oto zagadując konsumentów przetestowałyśmy połączone systemy nagłośnieniowe: Lajkonika oraz ten pożyczony od Macierzy Szkolnej (Bożenko Szymańska, serdeczne dzięki!).

W sumie obiad trwał półtorej godziny, więc miałam obawy, czy niektórzy artyści nie zaczną się spieszyć do domu. Nasi australijscy goście "The Sydney Windjammers" najwyraźniej czuli się dobrze, wielu z nich zostało z nami do końca dnia. Jak napisała w e-mailu klarnecistka Ilse Harris: The hospitality was great and the food very enjoyable, just like my mother used to cook: peas and carrots and parsley on everything, I'm usually too lazy to chop parsley, but like it very much.

Ilse Harris, z Hamburga do Sydney. Droga do muzyki.


Z Winjammersami zagrał Krzysio Gad

To właśnie Windjammersi zagrali jako pierwsi, a potem cała plejada naszych polskich artystów. Gwoździem programu były dwie nowe pieśni: jedna w wykonaniu Haliny Gad (pieśń Konopnickiej o Kościuszce), druga Lecha Makowieckiego, też o Kościuszce, w wykonaniu Alicji Polak. Na parkiecie nie zabrakło dużej i małej Syrenki oraz dużych i małych Lajkoników. Byłam szczerze ubawiona obserwując Daniela Gadda (z Lajkonika), który nie tylko obsługiwał aparaturę nagłośnieniową, ale też gwizdał do oberka, jednocześnie robiąc zdjęcia i jeszcze znalazł czas, żeby zatańczyć białego mazura!


Alicja Polak: "Nie zapominajmy o Strzeleckim" - ani o Kościuszce

W tym całym zawirowaniu pani redaktor nie zdołała odszukać swojej torby, w której był magnetofon do nagrywania premierowych piosenek. Niniejszym udzielam jej (czyli sobie) nagany. Piosenki trzeba będzie nagrać innym razem...No chyba, że wczesniej wersję audio przekaże nam Pan Radziszewski, który całość uwiecznił na wideo...

Ku naszej radości wystąpiła także Oliwia Kierdal, którą razem z nami oklaskiwała obecna na koncercie babcia, czyli matka trzech śpiewających sióstr Kowalskich, promieniująca ciepłem i humorem.


Oliwia Kierdal śpiewa dla nas i dla babci


John Hospodaryk i miłosna opowieść o Adynie Turno

Bardzo się wszystkim podobał występ Johna Hospodaryka, który tego wieczoru sprzedawał nowiutko wydaną płytę ze swoimi najnowszymi piosenkami "150 years of Australia's Rail History in Music and Song". Jedną z nich prezentujemy tutaj.

John Hospodaryk, Long Trestle Bridge.Posłuchajcie.

Na koniec Ulka Lang poprowadziła Poloneza Kościuszki, którego zatańczyli artyści Lajkonika z grupą ochotników z sali. Z radością muszę odnotować, że zobaczyliśmy Krzysztofa Małka w nowej roli. Wiadomo, że pięknie gra na fortepianie, i że dobrze mu idzie śpiewanie, że robi znakomite zdjęcia – a tu się okazuje, że potrafi też dystyngowanie tanczyć poloneza, nota bene w parze z Elą Cesarską.


Poloneza czas zacząć! Ela Cesarska w parze z Krzysztofem Małkiem

I tak oto minął dzień w swojskiej atmosferze Domu Orła Białego. Przy szumie ulewy wsiedliśmy do samochodów i przez deszczem zapłakany krajobraz ruszyliśmy do domu zdumieni sukcesem. Jak to dobrze, że Joanna się uparła, że koncert w Cabramatta musi być!

Ernestyna Skurjat-Kozek

KOMUNIKAT FUNDACJI KULTURALNEJ PULSU POLONII

Uprzejmie informujemy, że dochód z koncertu w Domu Orła Białego (wraz z donacją Koła Seniora) wyniósł $ 494.50. Kwota ta została wpłacona na konto Fundacji Kulturalnej Pulsu Polonii na dalszą promocję dziedzictwa T.Kościuszki i P. Strzeleckiego w Australii i produkcję filmu dokumentalnego "Mound & Mt Kosciuszko Festival".

Prezes Fundacji
Ernestyna Skurjat-Kozek