Kategorie:
Nowiny
Ze Świata
Z Polski
Z Australii
Polonijne
Nauka
Religia
 

Archiwum:

Reklama:

 
4 stycznia 2018
Prosto z buszu: Dogodne temperatury
Janusz Rygielski
Niektórzy naukowcy narzekali w Polsce Ludowej, że nie można uczciwie dochodzić prawdy historycznej, zwłaszcza dotyczącej stosunków z ówczesnym Związkiem Radzieckim, więc woleli zająć się na przykład archeologią śródziemnomorską, Tablicą Mendelejewa lub liczbami pierwszymi. W wymienionych powyżej przypadkach naukowiec miałby czyste sumienie, mógłby dochodzić prawdy i tę prawdę głosić, gdyby oczywiście do niej doszedł. Nauka, zarówno w moim rozumieniu, jak i środowiska, w którym się obracałem, to było dochodzenie do czegoś, do czego nikt wcześniej nie doszedł. Może to być rzecz wielka, albo drobna, ważne natomiast było to, aby to było coś odkrywczego.

Biskup Mikołaj Kopernik dokonał epokowego odkrycia, stojącego w jaskrawej sprzeczności, z teorią głoszoną wówczas przez Kościół. Jego słynne dzieło „De revolutionibus orbium coelelstium” (O obrotach ciał niebieskich), ukazało się tuż przed śmiercią. Warto przypomnieć, że Kopernik był również ekspertem w dziedzinie finansów i zaobserwował prawo rządzące walutami „Zły pieniądz wypiera lepszy”. W roku 1860 Henry Duning McLeod, szkocki ekonomista, nazwał to prawo „Prawem Greshama”, który jak podaje Wikipedia, odkrył to prawo po Koperniku.

W Tatrach, po drodze z Kuźnic na Halę Gąsienicową, turysta mija dwie kopy, jedną wyraźnie wyższą, a drugą wyraźnie niższą. Nazywają się one: Wielka Kopa Królowej i Mała Kopa Królowej, ale ta wyższa nazywa się małą, a niższa wielką. W dodatku „małej” przypisano większą wysokość, a „wielkiej” niższą. Fenomen nazewniczy. W przewodnikach pisano, że nazwę nadali górale wypasający owce w sąsiedniej dolinie, którym z ich perspektywy wydawało się tak, a nie inaczej. Kiedy zbierałem materiały do pracy doktorskiej poświęconej kartografii tatrzańskiej, odwiedziłem w Zakopanem miejscowe autorytety, przede wszystkich dr. Witolda H. Paryskiego, w jego willi „Śmigło” na Antałówce. Udostępnił mi swą, największą bibliotekę górską w Polsce, w której spędziłem kilka dni.

Wiele się w tym czasie nauczyłem, także korzystając z wiedzy gospodarza wielce imponującego księgozbioru. Kilka tygodni później zauważyłem, że gdzieś do połowy dziewiętnastego stulecia kopy nazywały się zgodnie z wysokościami, natomiast w pewnym momencie popełniono błąd w pomiarach. Później go poprawiono i na mapach pojawiły się właściwe wysokości, ale pozostawiono niewłaściwe nazwy. Napisałem artykulik o tym nazewniczym nieporozumieniu, po czym zaniosłem go do redaktora „Taternika” i autora świetnego przewodnika po Gorcach – Józefa Nyki. Nyka przeczytał tekst i powiedział. „Opublikuję, ale dla porządku powinniśmy dodać, że dr Witold H. Paryski ustalił, iż miejscowi górale nazywali te kopy w inny sposób. Zgoda?”

Oczywiście nie kwestionowałem tej decyzji. Czy była to wielka Nauka formatu Kopernika? Z pewnością nie. Raczej mała nauczka, ale w rezultacie pewnych studiów zostało udowodnione coś, co wcześniej nie było znane. W latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, moja siostra, która ukończyła studia w zakresie fizyki klimatu, zajrzała do Obserwatorium Meteorologicznego na Kasprowym Wierchu, przedstawiła się i zapytała czy przypadkiem nie mieliby dla niej pracy. Mieli. Robota polegała na tym, że pracownik, tyrał jedną dobę, bo co cztery godziny musiał zanotować odczyty na instrumentach, po czym miał trzy dni wolne, pracowicie spędzane na stokach Kasprowego, a w okresie cieplejszym wędrując głównie po Tatrach Polskich i Słowackich.

Czy była to praca naukowa? Z pewnością nie. Siostra przetrwała na Kasprowym około ośmiu lat. Nieco podobna funkcja zawodowa trafiła się mojemu koledze z roku na studiach, o podpadającym obecnie nazwisku Moskwiński. Pochodził ze wsi, ale miał ambicje i był niesłychanie pracowity. Specjalizował się w astronomii geodezyjnej. Na północ od Warszawy, w Borowej Górze, znajdowało się wówczas obserwatorium astronomiczne, wybudowane jeszcze przed wojną, a w jego pobliżu wybudowano kopiec, stanowiący punkt odniesienia do lokalizacji wszystkich innych punktów pomiarowych w Polsce.

Całość należała do Instytutu Geodezji i Kartografii, a ten z kolei podlegał Głównemu Urzędowi Geodezji i Kartografii. Studenci wczesną nocą mierzyli położenie gwiazd. Dlaczego wczesną? – Aby wynajęty autobus mógł ich jeszcze tego samego dnia przewieźć do Warszawy. W tym obiekcie nauki mieścił się gospodarz i uczony w jednej osobie, którym, po ukończeniu studiów, został nie kto inny, ale właśnie Moskwiński. Do najbliższej wsi było kilka kilometrów. Autobusy publiczne do obserwatorium nie dojeżdżały. Moskwińskiego nie stać było na samochód, ale miał rower.

Będąc w Polsce odwiedziłem Maćka w 2001 r. Maciek w Borowej Górze był jakby odpowiednikiem latarnika, ale już miał na koncie liczne publikacje naukowe. Obserwacje pozycji gwiazd i satelitów, pomiary grawitacji, pola magnetycznego etc. są bez porównania bardziej skomplikowane niż pomiary temperatury i wiatru na Kasprowym Wierchu. „Latarnik” wierzył w swą misję. Był naukowcem.

Kiedy obecnie czytam o współczesnych osiągnięciach naukowców, lub chociażby o tematach, jakimi się zajmują, to dochodzę do przekonania, że mierzenie temperatury i wiatru może stanowić naukowy wysiłek jeśli jest on wykonywany samodzielnie, nową metodą i prowadzi do oryginalnych spostrzeżeń, a wyników pomiarów nie zmienia żaden przełożony.

Od czasu kiedy Deep State zatwierdził global warming jako właściwą politykę, prowadzącą do zubożenia społeczeństw i wzbogacenia elity, zadaniem klimatologów jest dowodzenie, że temperatury powierzchni Ziemi wzrastają i wszystkim nam grozi niebawem piekło. Przyrost lub obniżenie temperatury w czasie zależy od punktu, w którym zaczyna się pomiary. I oto hakerzy przechwycili majle najważniejszych figur naukowych zajmujących się globalnym ociepleniem na West England University, zalecające podlegającym placówkom badawczych zmianę przyjętego punktu wyjściowego na inny, o niższej temperaturze, aby bieżący rezultat pokazywał większy wzrost temperatury. Nie wiem jak Państwu, ale mnie wydaje się, że takich naukowców – dyrektorów natychmiast należałoby pozbawić ich funkcji. Jednak nic takiego nie zdarzyło się i raczej nie zdarzy się w przyszłości.

Ogólny nadzór nad pracami dotyczącymi globalnego ocieplenia sprawuje Organizacja Narodów Zjednoczonych, finansowana przez Rotschildsa, i ta organizacja ogłosiła, że tysiące naukowców dopatrzyło się globalnego ocieplenia, podczas gdy mała garstka okazała się ślepa, co by dowodziło, że globalne ocieplenie istnieje. Przyjęcie w nauce, że większość decyduje o słuszności, to zupełna nowość. Kiedy biskup Kopernik ogłaszał, że Ziemia kręci się dookoła Słońca, ilu ówczesnych biskupów miało opinię przeciwną? Pewnie wszyscy z wyjątkiem Kopernika. Nauka nie polega na powtarzaniu tego, co mówią inni. Chyba, że niektórzy mylą naukę z nauczaniem. Ale do powtarzania nie są potrzebne stopnie naukowe. Natomiast nauce potrzebne jest samodzielne, niekonwencjonalne myślenie. Choć patrząc na to, co się na świecie dzieje, można mieć obawę, że o ważności odkrycia naukowego będzie kiedyś decydowało demokratyczne głosowanie.

Na interesującej amerykańskiej witrynie SHTFplan, Daniel Lang opublikował artykuł o interesującym tytule „Australia’s Bureau Of Meteorology Caught Tampering With Climate Change Data” (Australijskie Biuro Meteorologiczne złapane na fałszowaniu danych dotyczących zmian klimatycznych). Lang obawia się, że jest „coraz trudniej wierzyć, iż globalne ocieplenie powodowane przez człowieka jest rzeczywistym zagrożeniem. Podstawa takiego twierdzenia jest oparta na danych, jakie zebrali naukowcy z całego świata, zajmujący się klimatem. I nie jest rzeczą prostą traktowanie zmiany klimatu poważnie, kiedy ci niby eksperci fałszują swe notowania. Ale to jest dokładnie to, co wydaje się zdarzać. Właśnie w ostatnim miesiącu, sprawozdanie badawcze, które było rozpatrywane przez MIT (Massachusetts Institute of Technology) oraz EPA (Environment Protection Agency), wykazało że dane Global Average Surface Temperature – GAST (Średnia Globalna Temperatura Powierzchni) opracowane przez NASA zostały poprawione. Niemal za każdym razem, kiedy nowa wersja GAST była przedstawiona, poprawki do danych pokazywały większy trend ocieplenia.”

Ale żeby to był tylko jeden taki przypadek. Ostatnio złapano Australijskie Biuro Meteorologiczne (ABM) na fałszowaniu danych dotyczących temperatur. Rzecz dotyczy miasta Goulburn leżącego w dwóch trzecich drogi z Sydney do Kanbery oraz miejscowości Thredbo w Górach Śnieżnych. Meteorolog Lance Pidgeon zanotował w dniu 2 lipca br., w Goulburn, temperaturę 13 stopni Fahrenheita i wprowadził ją na witrynę ABM, po czym w ciągu kilku dni oglądał zmiany zmierzonej przez niego temperatury aż w końcu zniknęła ona z rządowej strony. Pidgeon poinformował o problemie szefową Jennifer Marohasy, a ta z kolei przekazała zażalenie wyżej. To były wyjątkowo niskie temperatury i wówczas okazało się, że ABM ma zainstalowany specjalny system kontrolujący jakość, który automatycznie odrzuca „fałszywe dane”. System powstrzymuje od zapisywania niezwykłych wyników. Tylko, że w tym przypadku system miał tendencje do odrzucania niskich temperatur... Co, jak pisze autor, było bardzo dogodne.

Dyrektor wykonawczy ABM Andrew Johnson powiedział federalnemu ministrowi środowiska Joshowi Frydenbergowi, że ekwipunek spowodował niemożność zanotowania niskich temperatur w Goulburn. Ten sam ekwipunek, dwa tygodnie później ,uniemożliwił odnotowanie internetowe znacznie niższych temperatur, jakie miały miejsce w Thredbo. W tym przypadku niska temperatura nie dostąpiła zaszczytu pojawienia się na stronie ABM, ale komputer pozostawił inną, jeszcze niższą temperaturę. Dziennikarz Pidgeon skomentował, że można zrozumieć wyeliminowanie nagłego wyskoku temperatury, który nie odzwierciedla trendu. Ale taka sytuacja, jak powyższa, świadczy jedynie o (nieudolnym – JR) manipulowaniu danymi.

Nie byłbym tak tolerancyjny. Albo mierzymy prawdziwą temperaturę powierzchni Ziemi,włącznie z jej wyskokami albo dowolnie uznajemy jedne dane za właściwe a inne za niewłaściwe. Jeśli dowolny wybór jest akceptowany, to posłuszne kierownictwo biura zawsze dostosuje dane do potrzeb ministra.

www.shtfplan.com/headline-news/australias-bureau-of-meteorology-caught-tampering-with-climate-change-data_08012017

Janusz Rygielski