Kategorie:
Nowiny
Ze Świata
Z Polski
Z Australii
Polonijne
Nauka
Religia
 

Archiwum:

Reklama:

 
9 października 2017
Po gali kościuszkowskiej w Sydney
Marek Baterowicz
Ten uroczysty i wzruszający festyn wieńczył wielki międzynarodowy konkurs organizacji Kosciuszko Heritage z Sydney, co tyle już uczyniła dla zachowania pamięci o Naczelniku i dla obrony nazwy najwyższej góry w Australii, która dzięki innemu gigantowi polskości – Strzeleckiemu – nosi Jego imię. Zebraliśmy się w Community Centre w Rhodes, nad brzegiem Parramatta River i Homebush Bay, 3 października roku pańskiego 2017, a jest to rok uznany przez UNESCO za rok Tadeusza Kościuszki, przypada w nim bowiem 200-setna rocznica Jego zgonu na obczyźnie, w Szwajcarii.

W cichym kantonie odszedł do Domu Pana Bohater dwóch Kontynentów i wielki przyjaciel ludzkości, a w tych epitetach nie ma cienia przesady. Wiedziano o tym jeszcze za Jego życia, a dziś tym bardziej – dzięki licznym świadectwom i testamencie Jego – znamy zasługi Generała i uniwersalną filozofię tego jednego z gigantów świata, czlowieka iście planetarnego. A jednocześnie tak głęboko zakotwiczonego w polskości i w Ojczyźnie, którą próbował wybić na niepodległość – jak mówił tytuł jego broszury, wydanej potajemnie w Paryżu pod nazwiskiem Jego sekretarza, a potem przemycanej do Rzeczypospolitej.

Dlaczego Kościuszko tak wielką darzony jest estymą i w naszych czasach ? By odpowiedzieć na to pytanie przypomnijmy najpierw kilka faktów z Jego epoki. Gdy wieść o klęsce pod Maciejowicami ( jakże pechowej, bo z odsieczą nie zdążył korpus Ponińskiego ) dotarła do stolicy, ludzie w Warszawie wpadli w prawdziwą rozpacz. Oto relacja Michała Kleofasa Ogińskiego ( z pamiętników wydanych w Paryżu, 1826): „Mogę zapewnić, że w całym ciągu mego życia nie widziałem obrazu bardziej wzruszającego i scen bardziej rozdzierających jak te, które przedstawiała publicznośc stolicy podczas kilku dni następnych.(...) Trudno uwierzyć, lecz mogę poświadczyć, co sam widziałem, a co mnóstwo swiadków mogą stwierdzić wraz ze mną, że kilka matek poroniło, dowiadując się o tej wiadomości, kilku chorych uległo pożerającej febrze, kilku popadło w napady szaleństwa, które ich już nie opuściły, a spotykano na ulicach mężczyzn i kobiety, którzy załamywali ręce, uderzali głową o mur, powtarzając z wyrazem rozpaczy: nie ma Kościuszki, Ojczyzna zgubiona!” ...

Sam Ogiński był zdumiony tymi scenami. Ale nie tylko reakcje ludu były tak gwałtowne i pełne bezprzykładnej boleści. Oto Mickiewicz – w jednym zw swych wykładów paryskich z 12 kwietnia 1842 roku – mówił: „Wszyscy ci pisarze pomarli w żałobie i rozpaczy: to orszak pogrzebowy odprowdzający Ojczyznę do grobu”. A zarazem żegnali i Kościuszkę...Wśród nich najbardziej przejmujący obraz przedstawiał Kniaźnin, który na wieść o klęsce maciejowickiej dostał pomieszania zmysłów. Wlókł jeszcze długo smutny żywot, przeżył dziesięć lat w stanie zupełnego obłąkania. Inni – Naruszewicz, Trembecki, Zabłocki – pogrążyli się w apatii i bezwładzie.

Zdaniem Mickiewicza dlatego tak się stało, że nie mieli już siły odmienić swej natury, ale czuli głęboko, że nie wypełnili swego powołania. Niezależnie od motywacji, jakie tym objawom przypisywał Mickiewicz, widać w tym jakiś związek między historią a chorobą, że stan Ojczyzny wpływa bezpośrednio na stan zdrowia obywateli, że upadek niepodległości może wywołać upadek tzw. zdrowych zmysłów. Oto jak niegdyś kochano Rzeczypospolitą, a dziś ? Iluż mamy zdrajców, którzy wzywają potęgę UE do interwencji i zniesienia polskiego rządu, który w ciągu dwóch lat już tyle pozytywnych zmian wprowadził dla dobra ogółu. Bo jest to rząd patriotów, w przeciwienstwie do poprzedniego, który był zbieraniną pasożytów, karmiących się krwią Ojczyzny.

Zanim przejdziemy do samej Gali w Rhodes może ostatnie tu świadectwo znalezione u Niemcewicza. Mówi ono o wojewodzie sieradzkim Walewskim. Gdy przyjechał doń z wizytą książę Sanguszko, Walewski zerwał się z łoża boleści ( a było to już po ostatnim rozbiorze Polski ) i kazał się wyprowadzić na ganek. Tam pijąc starego węgrzyna zawołał w stronę nieba: „Twoje zdrowie, o Boże, wkrótce stanę przed Tobą i zapytam, dlaczego tak uporczywie prześladujesz Polskę i dzisiaj zgubiłeś ją na wieki, a jeśli mi nie dasz dobrej racji, będziesz się musiał wybić ze mną” (!) Oto inny obrazek napadu szaleństwa po utracie niepodległości...

I dlatego kochamy Kościuszkę, bo On był naszym wodzem walczącym o wolność i niepodległość Ojczyzny. I był bardzo blisko osiągnięcia tego celu. Uroczysty festyn z 3 października w Rhodes – witano nas szampanem i zakąskami - był właśnie hołdem Mu złożonym, wyrazem naszej miłości dla Naczelnika. A wszechstronność Jego dokonań doskonale wyobrażał choćby obraz Jego, umieszczony obok sceny, pędzla Zuzanny Kamusińskiej, a przedstawiający rysy Kościuszki w ekspresywnym ujęciu pewnych cech Aborygenów z Australii, co doskonale symbolizowalo właśnie uniwersalnośc Jego przesłania i charakteru.

Znamy już wyniki konkursu, wszystko to znajduje się na portalu Pulsu Polonii. Pamiętamy wypowiedzi VIP-ów jak przedstawiciela rządu NSW Hon. Raya Williamsa, czy ex-ambasadora Australii pana Richarda Broinowskiego, a z naszej strony przedstawicielki Senatu RP i PiS-u, pani Marii Koc, która powitała zebranych na Sali prezesów organizacji polonijnych i nas wszystkich z osobna, podkreślając, że łączy nas tu miłość do Kościuszki. Miłość ta zaraziła i cudzoziemców jak panią Riho Siedlecką ( w czym zasługa jej męża) czy panią konsul USA, wśród VIP-ów był i poeta Peter Skrzynecki, piszący pod angielsku, czy Felix Molski, wielki patriota i pasjonat historii, który objechał planetę odwiedzając miejsca, gdzie stoją pomniki Kościuszki. I wydaje obecnie album z tej wyprawy, wcześniej urządziwszy wystawę na Politechnice Krakowskiej.

Po dyskursach, ogłoszeniu werdyktu jury i rozdaniu nagród odbył się koncert laureatów. Były piosenki poświęcone Naczelnikowi ( np. Krzysztofa Derwińskiego) , były i recytacje wierszy Jemu dedykowanych, a przysłanych nieraz z odległych stron świata. Były i kompozycje muzyczne jak np. Josefa Millera, a na jej tle recytowała Maria Bukowska wiersz o miłości Tadeusza Kościuszki do Ludwiki Sosnowskiej. Koncert kończyła satyryczna piosenka Michała Skarżyńskiego pt. Rozmowa z Naczelnikiem.

Po części gastronomicznej z pierogami i bigosem, trunkami i rozmowami w kuluarach, wyświetlono nam dwa filmy. Pierwszy o życiu Kościuszki, a drugi o Jego milości do Ludwiki Sosnowskiej. Był to film niemy nakręcony jeszcze w r. 1926 przez Józefa Lejtesa, obraz wybitny, zrobiony z dużą kulturą. Uzupełniła go świetnie dopasowana gościnnie muzyka Józefa Millera, romantyczna i pulsująca, doskonale współgrała z tym miłosnym dramatem. A film Lejtesa ( uczestnika Bitwy Warszawskiej w r.1920) i jego kariera w przedwojennym kinie polskim zadaje kłam pomówieniom prof. Jana Błońskiego o rzekomej dyskryminacji wobec artystów pochodzenia żydowskiego w Polsce.

Zakończmy refleksją o pośmiertnym triumfie Tadeusza Kościuszki, który Naczelnik odniósł w latach 1919-1921, kiedy to Amerykanie – pamiętający wielkie zasługi Kościuszki dla niepodległości Stanów Zjednoczonych Ameryki – sformowali słynną Eskadrę Kościuszkowską. Ci lotnicy, poderwani do walki przez pilota Meriana C. Coopera, zadali z powietrza wiele ciosów bolszewikom i w dużej mierze przeważyli szalę tej wojny. Duch Kościuszki zainspirował Coopera i innych Amerykanów, wdzięcznych za to, co generał niegdyś ofiarował Stanom Zjednoczonym. Bóg skierował Kościuszkę z misją dla Ameryki, a potem jego dokonania obudziły za Atlantykiem wdzięczność wobec Polski, którą ci lotnicy zostali poderwani do walki o naszą niepodległość.

Tak oto trwa na naszej planecie wędrówka duchów, które nawzajem się elektryzują i przenikają w intencjach oraz w czynach i ofiarach życia. Niektórzy lotnicy z Eskadry Kościuszkowskiej spoczywają na cmentarzu lwowskim, w tym mieście, które pozostaje polskim, choć odebrano go nam powojennymi intrygami. A duch Kościuszki przyczynił się do zwycięstwa Rzeczypsopolitej w r. 1920, towarzyszył Piłsudskiemu i innym wodzom Rzeczypospolitej.

Marek Baterowicz