Kategorie:
Nowiny
Ze Świata
Z Polski
Z Australii
Polonijne
Nauka
Religia
 

Archiwum:

Reklama:

 
22 maja 2016
Tajwańczycy podziwiają Polaków... i rotmistrza Pileckiego!
Z Hanną Shen rozmawia Małgorzata Kupiszewska

Hanna Shen. Fot. Radio Wnet
- Mówimy o podziwie Tajwańczyków za zwycięską walkę Polaków z komuną. Kilka dni temu, nowo wybrana prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen (jej zaprzysiężenie odbędzie się 20 maja), zapytana przez jedną z czołowych gazet na Tajwanie, China Times, jakie książki wywarły na niej największe wrażenie, wymieniła Raport Witolda Pileckiego. – dla portalu Pressmania.pl mówi dziennikarka Hanna Shen, od lat mieszkająca na Tajwanie. - A więc na pytanie, kto czyta Raport, mogę spokojnie odpowiedzieć, że tajwańska elita polityczna. Historia Rotmistrza porusza wielu zwykłych Tajwańczyków. Gdy media na wyspie opublikowały informacje o pogrzebie płk. Zygmunta Szendzielarza Łupaszki, jeden z internautów, Tajwańczyk, napisał, że nie traci nadziei, że kiedyś takiego pogrzebu, o charakterze państwowym, doczeka się Witold Pilecki. Muszę przyznać, że te słowa przeczytałam ze łzami w oczach …wyjaśnia pani Hanna.

Same interview in English

Dzięki Tajwańczykom „Raport Witolda” Pileckiego ukazał się w Chinach. Kto wpadł na pomysł, żeby wydać go po chińsku?

– Nie doszłoby do wydania Raportu Witolda Pileckiego w Chinach, gdyby najpierw nie ukazał się Raport po chińsku na Tajwanie. A to było możliwe, bo w 2011 r. dzięki współpracy z IPN, udało mi się na Międzynarodowych Targach Książki w Tajpej, jednej z największej imprez wydawniczych na świecie, zorganizować wystawę poświęconą Pileckiemu. Prezentowaliśmy wtedy m.in. książkę dr Marco Patricelliego pt. „Ochotnik” („Il Volontario”), album Jacka Pawłowicza pt. „Rotmistrz Witold Pilecki 1901–1948”, wydanego przez IPN a także krótki film Umberto Femminelliego pt. „Hołd dla Pileckiego". Wtedy, na targach, widziałam jak ogromne zainteresowanie wzbudza postać Witolda Pileckiego. Pytano mnie, gdzie można znaleźć więcej informacji po chińsku na temat rtm. Pileckiego lub czy jest jakiś film jemu poświęcony.

... Zrozumiałam, że to, kiedy na Tajwanie ukaże się jakaś pozycja poświęcona Pileckiemu, jest tylko kwestią czasu. Po targach do wydawców na wyspie rozesłaliśmy materiały przedstawiające sylwetkę Rotmistrza. Na publikację Raportu Witolda Pileckiego zdecydowało się bardzo prestiżowe wydawnictwo Acropolis. Kierująca wydawnictwem Patience Chuang nazywana jest w środowisku wydawniczym na wyspie rebeliantką, bo nie poddaje się modom i wprowadza na rynek wydawniczy pozycje naprawdę z wysokiej półki. Chcąc, by tajwańskie wydanie Raportu było czymś specjalnym, zasugerowałam, by wstęp napisał, od wielu lat mieszkający na na Tajwanie, rabin E. F. Einhorn, którego rodzice zginęli w obozie Sachsenhausen. Myślę, że przedmowa dr Einhorna pozwoliła Tajwańczykom poczuć, że historia wyjątkowego polskiego żołnierza może być im bliska, bo także na ich wyspie żyją ludzie, których dotknęła II wojna.

W tym tajwańskim wydaniu jest polski wątek, Twój udział…

– Jest mój wstęp. Piszę w nim m.in. o tym, jak komuniści próbowali postać rotmistrza wymazać z historii Polski i to, w jaki sposób Polacy, po latach, tę pamięć przywracają. Raport trafił nie tylko do księgarni na Tajwanie ale i w Hongkongu. Trafił także do rąk wydawcy w Chinach. Beijing World Publishing Corporation od tajwańskiego wydawcy zakupiło prawa do chińskiego wydania Raportu na terenie Chin Ludowych. Tak więc historia Witolda Pileckiego trafiła do Chin poprzez Tajwan.

Przedstawiając Rotmistrza Witolda Pileckiego tajwańskiemu wydawcy przypuszczałaś kiedykolwiek, że będą o nim mówić: w Chinach, w Hongkongu i na Tajwanie?

– Nie przypuszczałam, że uda się z Chinami. Wcześniej wysłałam do dwóch wydawców w Chinach książkę Marco Patricelliego pt. „Ochotnik”. Byli oni bardzo zainteresowani publikacją, ale po czasie odpowiedzieli negatywnie, tłumacząc się, że mogą być problemy z chińską cenzurą. Także tajwański wydawca Raportu miał obawy, jak zostanie przedstawiona postać Witolda Pileckiego w Chinach. Na Tajwanie oczywiście nie było takich problemów, bo panuje tu wolność wypowiedzi i publikacji. Zastanawialiśmy się, czy w Chinach cenzura pozwoli powiedzieć prawdę o tym, jak tragiczny los zgotowali Pileckiemu komuniści. W Raporcie wydanym w Chinach jest informacja, iż Witold Pilecki został przez polskich komunistów skazany na śmierć za działalność szpiegowską na rzecz Zachodu i że dopiero w latach 90-tych zaczęto przywracać pamięć o tym bohaterze. Patience Chuang powiedziała mi, widząc, iż chińska cenzura niespecjalnie ingerowała w życiorys Rotmistrza, że zaczyna mieć nadzieję, że “historię można ochronić przed polityką w obecnych Chinach, a może nawet uratować politykę poprzez historię”. To dla mnie kolejny dowód na to, jak wiele może zdziałać Rotmistrz Witold Pilecki. Nawet dziś.

O kim wiesz, że już przeczytał Raport Witolda?

– Azjatów ogromnie ciekawi historia Witolda Pileckiego. Kilka dni temu, nowo wybrana prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen (jej zaprzysiężenie odbędzie się 20 maja), zapytana, przez jedną z czołowych gazet na Tajwanie, China Times, jakie książki wywarły na nią największy wpływ, wymieniła jako ostatnio przeczytaną lekturę, Raport Witolda Pileckiego. A więc na pytanie, kto czyta Raport, mogę spokojnie odpowiedzieć, że tajwańska elita polityczna. Historia Rotmistrza porusza wielu zwykłych Tajwańczyków. Gdy media na wyspie opublikowały informacje o pogrzebie płk. Zygmunta Szendzielarza Łupaszki, jeden z internautów, Tajwańczyk, napisał, że nie traci nadziei, że kiedyś takiego pogrzebu, o charakterze państwowym, doczeka się Witold Pilecki. Muszę przyznać, że te słowa przeczytałam ze łzami w oczach…

Co wydawcę przekonało do wydania Raportu? Dlaczego się podjął?

– Patience Chuang, kierująca tajwańskim wydawnictwem Acropolis, mówiła mi że Tajwańczycy czytali wiele pozycji poświęconych II wojnie światowej ale nigdy nie padło tam nazwisko Pileckiego. Jak sama przyznała, zdecydowała się na publikację Raportu i przybliżenie swoim rodakom postać Rotmistrza, bo uważa, że prawda o tym, co wydarzyło się w XX wieku, bez opowiedzenia historii Rotmistrza, jest niepełna. Przekładu z angielskiego podjął się znany tajwański tłumacz Huang Yuwen. Wydawnictwo poniosło wszelkie koszty tłumaczenia i wydania. Niestety, nie było żadnej promocji i wsparcia ze strony polskich instytucji, które same powinny to zrobić. Tu, przez lata, obowiązywała ustalona lista twórców, których się promowało np. Szymborska. Nie było na liście Raportu Witolda Pileckiego.

Czyli polska polityka historyczna była nastawiona na ukrywanie historii jednego z sześciu najodważniejszych żołnierzy II wojny światowej…

– Tak. Organizując, w 2011, polskie stoisko wtedy, kiedy między innymi prezentowaliśmy postać Pileckiego, zwracałam się o pomoc do Instytutu Książki. Nie dostałam odpowiedzi. Włączył się za to Instytut Pamięci Narodowej a zwłaszcza p. Piotr Gajewski, wychowanek Janusza Kurtyki Prezesa IPNu, zmarłego pod Smoleńskiem.

Co Chińczyków zaciekawiło w Raporcie Witolda? Przecież to odległe czasy i miejsce, z ich punktu widzenia, na końcu świata…

– Chińczycy i Tajwańczycy poruszeni są bohaterstwem i poświęceniem Rotmistrza. Wartości, jakim hołdował Rotmistrz, są uniwersalne i bliskie wielu Azjatom: patriotyzm, umiłowanie kraju, w którym się żyje, bohaterstwo i poświęcenie dla Ojczyzny. Jeden z moich znajomych, chiński dysydent Cao Changqing, powiedział mi, że Pilecki posiadał cechę, która według niego jest cechą bardzo polską – solidarność z prześladowanymi. Ten właśnie przymiot powoduje, że wzbudza uznanie. Z pewnością oba wydania Raportu, i to na Tajwanie, i to w Chinach, są sukcesem. Na Tajwanie szykuje się już czwarty dodruk (sic!), a w Chinach wyszło już drugie wydanie.

Wspomniałaś o nowej pani prezydent i jej fascynacji najnowszą lekturą. Co ją tam szczególnie ujęło?

– Ważnym punktem programu, który pragnie realizować Tsai Ing-wen, wspomniała o tym w wywiadzie, to kwestia rozliczeń z przeszłością (chodzi tu o tzw. okres białego terroru, czyli okres od końca lat 40. do roku 1987, kiedy to zniesiony został na wyspie stan wojenny). Tajwańska polityk przyznała, że poznając życiorys Rotmistrza zrozumiała, jak ważna w owym procesie rozliczeń z przeszłością, jest kwestia przywracania pamięci. I znów mogę powtórzyć: jak wiele Pilecki może zdziałać nawet dziś! Dla Tajwańczyków ciekawe jest odkrywanie, że człowiek, który zdecydował się pójść do piekła, do Auschwitz, był jednocześnie kochającym mężem, ojcem, poetą i malarzem. Ale także aktywnym obywatelem działającym na rzecz dobra wspólnego i osobą, która potrafiła łączyć innych wokół wspólnego celu. To dla Tajwańczyków, którzy tak jak Polacy, po latach dyktatury od ponad 25 lat budują społeczeństwo obywatelskie, jest bardzo ważną cechą. Myślę, że sam proces przywracania pamięci Pileckiego bardzo interesuje Tajwańczyków.

Jest szansa, że na Tajwanie zaczną podziwiać Polaków?

– Ależ Tajwańczycy podziwiają Polaków. Tajwan ma jednego laureata Nagrody Nobla (w dziedzinie chemii w 1986 r.), profesora Lee Yuan-tseh, który przyznaje, że w młodości pragnął zostać muzykiem. Dopiero biografia Marii Skłodowskiej – Curie, która wpadła mu w ręce w bibliotece, zmieniła jego plany. Życiorys naszej wielkiej rodaczki rozpalił w prof. Lee pasję i miłość do nauki. O Polsce mówi często w swoich artykułach i wykładach tajwański poeta Li Minyong. Tłumaczył on na chiński m.in. wiersze Herberta, Miłosza i Zagajewskiego. Lee uważa, że Tajwańczycy mogą się uczyć od Polaków pamięci o własnej historii, ale i poczucia państwowości, odpowiedzialności i odwagi.

...Takich przykładów, gdzie Polacy byli inspiracją dla innych, mogłabym przytoczyć więcej. Myślę, że jest ich wiele w całej Azji a odkryjemy je, jeśli pozbędziemy się kompleksów i naprawdę zaczniemy mówić światu o takich superbohaterach jak Pilecki, jak polska Solidarność, która przecież dla wielu Chińczyków stała się symbolem organizacji przeciwstawiającej się potędze komunistycznej dyktatury. Solidarność zainspirowała m.in. chińskiego opozycjonistę Li Wangyanga do utworzenia w 1983 r. związku zawodowego właśnie na wzór polskiej „Solidarności”. Trafił za to na wiele lat do więzienia a w 2013 r. został zamordowany przez chińską bezpiekę. Jeśli uda nam się, mówiąc o naszych bohaterach, wspomnieć o tych których ci bohaterowie zainspirowali w Azji, to tym łatwiej zdobędziemy serca Tajwańczyków, Chińczyków, Hongkończyków, Japończyków Koreańczyków z Południa itd.

Co sprawiło, że tu się znalazłaś? Ucieczka za chlebem, poszukiwanie przygody, miłość?

– Na Tajwan trafiłam po raz pierwszy w połowie lat 90-tych. Byłam wtedy jedną z pierwszych polskich studentów, którzy otrzymali stypendium rządu tajwańskiego na naukę chińskiego. A dlaczego wróciłam? Z miłości – mój mąż jest Tajwańczykiem. Ale i z miłości do wyspy, której doświadczenie jest bardzo podobne do naszego. Tajwan to kraj, który prawie zawsze był kontrolowany przez innych. Byli to m.in. Holendrzy, Japończycy i wreszcie był chiński Kuomintang. Na wyspie proces demokratyzacji rozpoczął się mniej więcej w tym samym czasie jak w Polsce – pod koniec lat 80-tych. Dziś młode pokolenie ma bardzo silne poczucie tajwańskiej tożsamości. To patrioci, którzy chcą kontynuować budowę wolnego i niepodległego Tajwanu.

Jesteś dziennikarką, realizujesz tam swój zawód?

– Tak, jestem korespondentką Gazety Polskiej Codziennie i Gazety Polskiej na Tajwanie. Moje artykuły o Azji można przeczytać także w miesięczniku Nowe Państwo, na Wirtualnej Polsce, a komentarzy czasem wysłuchać w Radiu Wnet i w Telewizji Republika. Od czasu do czasu piszę też dla mediów lokalnych na Tajwanie. Są to artykuły głównie o Polsce. Chyba jeden z pierwszych artykułów, jaki ukazał się po chińsku o Pileckim, był właśnie mojego autorstwa. Ukazał się w on gazecie Epoch Times. która choć zakazana w Chinach, to jest tam jednak czytana. Wiem, że artykuł o Pileckim był cytowany na wielu portalach w ChRL, a więc temat musiał zainteresować Chińczyków.

Opowiedz o ludziach na ulicy, w sklepie, u fryzjera. Jacy są Chińczycy na Tajwanie?

– Tu, na wyspie, oni mówią o sobie: Tajwańczycy. W ostatnich latach ogromnie wzrosło poczucie lokalnej tożsamości. W różnego rodzaju sondażach mieszkańcy wyspy pytani o to, czy czują się Chińczykami czy Tajwańczykami, wskazują na to drugie . A więc Tajwańczycy są przede wszystkim bardzo ciepli i bardzo przyjaźnie nastawieni. Gdy zobaczą zagubionego na ulicy cudzoziemca, podchodzą do niego i starają się mu pomóc. Potrafią wziąć za rękę i zaprowadzić do miejsca, do którego ów cudzoziemiec próbował dotrzeć. I zrobią to często, nawet mimo tego, że sami szli w zupełnie innym kierunku. Są też uczciwi. Kilka razy zostawiłam gdzieś portfel czy komputer. Za każdym razem zguba wracała do mnie nietknięta. Nawet jak zostawiłam komputer na lotnisku w Tokio to tajwańskie linie przewiozły mi go do domu do Tajpej. Bez problemów i bez opłat. Podobny przypadek spotkał mojego męża, gdy zostawił plecak przy odprawie na lotnisku Okęcie… Dopiero po wielu trudach i utarczkach plecak doleciał na Tajwan.

Co Cię w Tajwańczykach szczególnie zachwyca?

– Kocham Tajwańczyków za to że są ludźmi wolnymi. Dla nich władza, policja, pracownicy w urzędzie skarbowym to osoby którym płacą właśnie oni tajwańscy podatnicy. Wymagają więc od nich efektywności ale i tego aby w petencie widzieli przede wszystkim człowieka. A gdy tej efektywności i troski o obywateli ze strony państwa nie widzą to Tajwańczycy potrafią wyjść na ulicę.

Jaką polską cechę w Tobie Tajwańczycy lubią najbardziej?

– Daleko mi do odwagi i bohaterstwa Rotmistrza Pileckiego, ale jest we mnie jakaś odrobina śmiałości, którą Tajwańczycy cenią. W 2014 r. mój opis, dla Gazety Polskiej Codziennie i Niezależnej, protestów na wyspie (tzw. Rewolucja Słoneczników) nie bardzo spodobał się rządzącym na wyspie. Tajwańskie przedstawicielstwo w Polsce wysłało list do redakcji Niezależnej z żądaniem wycofania mojego artykułu. W ostatnich 10 latach na Tajwanie nie zdarzyło się coś podobnego. Władze mogły żądać sprostowania, ale żądanie wycofania publikacji, to jawne naruszenie wolności prasy. Niezależna ani ja nie wycofaliśmy słowa z artykułu, list tajwańskiej placówki upubliczniłam. Wtedy naprawdę tysiące młodych Tajwańczyków kontaktowało się ze mną, wyrażając wyrazy poparcia i podziękowań. I to w końcu tajwański MSZ musiał się w parlamencie tłumaczyć z całego zajścia. Ostatniego dnia protestu młodzi Tajwańczycy, zupełnie nieznane mi osoby, podchodzili do mnie na ulicy ze słowami podziękowania. Tego dnia specjalnie założyłam koszulkę z wizerunkiem Pileckiego, wierząc, że tych młodych Tajwańczyków, protestujących przeciwko polityce ich ówczesnego rządu, mającej uzależnić wyspę od komunistycznych Chin, łączy z Rotmistrzem Witoldem Pileckim identyczne podejście do wolności i suwerenności.

Dziękuję za rozmowę.

Z Hanną Shen rozmawiała Małgorzata Kupiszewska

Same interview in English