Kategorie:
Nowiny
Ze Świata
Z Polski
Z Australii
Polonijne
Nauka
Religia
Wyszukiwarka 

Szukanie Rozszerzone
Konkurs Strzeleckiego:

Archiwum:

Reklama:

 
25 października 2012
Impresja z „Miasta snu”
Andrzej Siedlecki

Warszawa. Chłodny jesienny wieczór. W Pałacu Kultury i Nauki w Teatrze Dramatycznym odbywają się przedstawienia w ramach Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego, zatytułowanego „Mistyfikacje”. Dzisiaj „wycieczka teatralna” do „Miasta snu. Akt I”, adaptacji powieści Alfreda Kubina. Na pewno będzie wspaniałe, ciekawe przedstawienie. Tym bardziej, że firmuje go wynoszone pod niebiosy przez lata, sławne nazwisko naszego kontrowersyjnego, „nieprzewidywalnego”, jak głosi program - TWÓRCY- reżysera Krystiana Lupy! Wchodzę do środka. W tłumie oficjele i miłośnicy teatru, krytycy i młodzież. Wszyscy podekscytowani! O wejściówce nie ma co marzyć. Więc bez wahania, być może od porzuconej tego wieczoru eleganckiej Pani odkupuję bilet – ucieszony - że dostąpię szczęścia w teatralnym rytuale.

Idę za rozgorączkowanym tłumem. Wchodzę do sali z kandelabrami w stylu wschodnim – sala pełna, goście z kieliszkami wina w rękach. Teatralne święto! Blisko mnie nowomianowany dyrektor Teatru Dramatycznego. Obok, Grzegorz Jarzyna, dyrektor TR Warszawa słucha pilnie, mówiącego po niemiecku osobnika, który z kolei zwraca się do nowego dyrektora Teatru Dramatycznego. Zaczęło się! Ekran zawieszony między kolumnami wyświetla dokonania Teatru Dramatycznego ostatnich lat. I rok 2012. Pojawiają się nazwiska twórców : Lupa - nasz rodzimy geniusz teatru, Schlingensief, Marthaler. I przemówienie:- „że otwieramy Festiwal, że zbierano pieniądze i dzięki temu mamy „Mistyfikacje” (nomen omen), że dziękujemy Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które w 50% pokryło wydatki, sponsorom i Panu Jarzynie, że współpracuje i pada oferta, ”że jakby ktoś jeszcze zasponsorował, to byłoby fajnie, bo sytuacja kultury itd...itd...

I-„zapraszamy na spektakl”... Elita odstawia kieliszki na stoły i tak przygotowana do percepcji wielkiego wydarzenia, wkracza na widownię. Podniecenie wzrasta, a idącym towarzyszy pytanie: - „Jaki sen wyśni Lupa swoim widzom...Czym nas zaskoczy”? Na środku sceny element falliczny stoi - drążek - w ramkach prostopadłościanu. Aktorzy, po obu bokach sceny wygodnie siedzą w fotelach. Zaczyna się przedstawienie - ależ nie- na ekranie zawwsieszonym nad sceną pojawia się reklama filmowa - Das Auto! To jest pomysł! I już jest nowocześnie i multimedialnie, z duchem czasu, bo przecież , gdy tylko otworzy się telewizor bombardują nas ciągle reklamy farmaceutyków, proszków do prania i bólu glowy, jakbyśmy wszyscy byli niedoprani, strasznie chorzy i potrzebujący znieczuleń.

Aktor w czerwonych kalesonach atakuje „fotelowych”– że nie rozumieją dowcipu filmowego, ale oni nieporuszeni wygodnie sobie siedzą w fotelach...coś mówią, ale ledwo ich słychać, mimo mikrofonów wiszacych z góry. Ze sceny spływa nuda. Padają aluzyjki, pseudofilozoficzne rozważania egzystencjalne, mierne dowcipy. Dotknięta umysłowym paraliżem żona - jak twierdzi jej mężulek doktor z zawodu - monologuje długo w ramkach, cierpiąc i rozkładając nogi. Pokazuje dessous, ale obnażenie nie pomaga i nuda rośnie. Potem jeszcze coś się tam dzieje, jest jakiś opętany taniec, bo trzeba dynamicznie, by krąg nudy przerwać i znów aktorzy śpiąco coś mamroczą.


Pałac Kultury i Nauki. Fot. A. Siedlecki

Ale oto druga pani w niebieskiej sukience wkracza do ramek, chyba naćpana bo chwieje się, ale przed upadkiem ratuje ją drążek, ten wspaniały element scenograficzny, którego trzyma się zawzięcie i monologuje - bardzo długo to trwa...i bardzo długo jej nie słychać. Ale za to na końcu niespodzianka, „niebieska” odzyskuje głos i teraz słyszymy wyraźnie stek słówek na ka...i pe, i znów na ka.... i szok. Publiczność siedzi jak zaczarowana, a może zaskoczona, ale chyba nie, bo te piękne kwiatki jezykowe słyszy się często na ulicy i w środkach komunikacji miejskiej, więc elita chyba już się do nich przyzwyczaiła. Czy to jest nasze narodowe dziedzictwo?

Nieprzyzwyczajony do wulgarnych wybuchów chcę wyjść, ale jakże, w czasie przedstawienia, przeszkodzić innym i rozczarować reakcją siedzącą obok, skupioną damę od której odkupiłem bilet? Ale myślę, że Lupy winić nie można, bo przecież już Szekspir napisał, że sztuka jest zwierciadłem życia. A Lupa przecież go tylko odbija! I wreszcie doświadczony reżyser wie, że jak nudno, to trzeba dynamikę zmienić, więc zemocjonowany do kresu młody aktor ze wschodnim akcentem przeklina i krzyczy na aktorów z pogardą i odrazą, że tchórze, tchórze i tak kilka razy... A oni opluwani przez niego... nie reagują. Czy zatracili godność lub siłę moralną, dalej śniąc swoją bylejakość w mieście snu? Albo to prowokacja, na którą nie dają się nabrać? Lupa zaskoczył nas niewątpliwie. I formą i treścią. I przemyślnie nie zrobił przerwy, by w czasie przedstawienia nikt nie odważył się wyjść. ...bo jakże można nie uszanować wielkości, trzeba wytrwać do końca.

Tak więc w Warszawie Lupa odniósł sukces, bo przedstawienie, jak ulał pasowało do hasła Międzynarodowego Festiwalu - Mistyfikacje. Ciekawe, jak zareagował Paryż, bo oficjalna premiera odbyła się w Theatre de la Ville, który też przyczynił się do tej znakomitej mistyfikacji artystycznej. Choć muszę dodać, że po zapoznaniu się z opisem przedstawienia na stronie paryskiego teatru, nic już nie rozumiem, bo ma się nijak do warszawskiego przedstawienia. Zapewne całe przedsięwzięcie było kosztowne, a tu, Teatr Polski w Warszawie boryka się z finansami i władze mazowieckie przyznają w „Stolicy”, że nie jest najlepiej z dotacją dla teatru.

O tempora o mores!

Andrzej Siedlecki

Andrzejowa impresja na You Tube

www.andrzejsiedlecki.pl