Kategorie:
Nowiny
Ze Świata
Z Polski
Z Australii
Polonijne
Nauka
Religia
 

Archiwum:

Reklama:

 
21 stycznia 2012
Korespondencja z Raju (dla płci żeńskiej i męskiej)
Andrzej Siedlecki

MISIA HOUSE! Czy wiesz, co to jest? Na pewno nie, więc muszę Ci to powiedzieć... znaczy napisać. To jest RAJ! Tak określił to miejsce w Pacific Palms mój sympatyczny, starszy kolega po fachu, aktor Janek Machulski, a ja to potwierdzam. Jest bosko! Śpiewają ptaki, z tarasów Misia House patrzysz na zieleń szaloną, na wielgachne, tropikalne paprocie prześwietlone promieniami słońca - pięknie rysują się na ciemniejszej zieleni palm i strzelistych eukaliptusów. Egzotyczne rośliny kwitną, cykady chórem się nawołują, zefirek od jeziora, obfitującego w ryby, a łączącego się z morzem - chłodzi rozpalone ciało.

I tak siedząc na tarasie w tej tropikalnej ciszy, nagle czujesz, że troski i zmartwienia gdzieś ulatują, a Ty już od nich uwolniona/y, uśmiechnięta/y, spacerami po nadmorskim piasku odmłodzona/y i wodą morską odświeżona/y- jeszcze chcesz przedłużyć ten błogostan. A gdy Ci za bardzo dopiecze słońce, znudzi Ci się łowienie ryb, w które obfituje jezioro, nie będziesz już miała/ł siły na wiosłowanie w kajaku, bo drugiej połowie się nie chce i obrzydną Ci spacery po „rainforest”, lub pogoda nie dopisze - nie będziesz się nudziła/ł w krainie słonych jezior, bo możesz zaszyć się w Raju, ale teraz - filmowym. Do dyspozycji masz setki filmów: klasykę, współczesne- polskie i światowe, jakie tylko chcesz, znajdziesz w Raju, by się rozerwać, zrelaksować i odpocząć od zgiełku życia.

I wtedy, pieniądze już nie mają dla Ciebie znaczenia, bo ważne jest jak Ty się czujesz, do czego po wizycie w Raju, naładowana/y energią, będziesz zdolna/y. Tak jest przecież w błogostanie- o mamonie się nie myśli, potem przychodzi dopiero refleksja, że może raczej lepiej i taniej byłoby na Fiji, niż w Australii - choć koszt samolotu dochodzi - ale pal to licho, zawsze inny kraj i atrakcyjniej być może. Ale zamienił stryjek siekierkę na kijek -tu plaża i tam plaża! A jeśli mieszkasz w domu o 25 minut jazdy do morza, to w ogóle może nie ma sensu tyle wydawać, tylko w domku spędzić wakacje, a do morza dojeżdżać? Ale sęk w tym, że trzeba uwierzyć, że się jest na wakacjach i to nie w swoim domu, a to sztuka nie lada.

O! - mówi żonka - z tym, to nie ma problemu, pakujemy do samochodu wszystko, co na wakacje potrzebne, tak właśnie, jak byśmy jechali do wynajętego już domu, pompujemy opony i hajda! - Ale gdzie? - pytam. -No, kilka razy okrążymy Sydney, żeby mieć wrażenie, że jedziemy na wakacje. – Zgoda, więc przez godzinkę, lub dwie możemy krążyć dookoła Sydney, uprawdopodobnimy sytuację i tym bardziej będziemy mieli poczucie, że jedziemy wakacje. Świetnie! Możemy nawet piętrzyć trudności, że to nie tak łatwo dojechać do naszego –„nie naszego” domku, na przykład zgubimy się i pojedziemy do innej dzielnicy, bo tam też jest ulica o tej samie nazwie...no i jeszcze coś innego można wymyślić...A jeśli i to nam nie starczy, by uwierzyć, że jedziemy na wakacje poza Sydney, to pojedźmy gdzieś daleko i wróćmy na wieczór, do naszego-„nie naszego” upragnionego domku. Okolica wyda nam się znajoma, ale to nie szkodzi, bo przecież zdarza się, że jeśli gdzieś jedziemy, prawie wszystko wydaje się podobne i znajome.

A więc dojechaliśmy do celu, domek dziwnie znajomy, rozpakowujemy się, wieszamy ubranka w szafach, których to jakby nie poznajemy, dziwimy się, że w nich tak mało miejsca nam zostawiono, idziemy do kuchni, wrzucamy do lodówki prowiant, by zaraz drugiego dnia wakacji nie ganiać po sklepach i zmęczeni podróżą robimy kawkę, ze znajomego już nam modelu ekspresu, i siadamy w lunchu, patrząc przez okno.


Pacific Palms. Plaża


Pokój gościnny


Taras

„Patrz, mówi żonka, tak pięknie, jak u nas, nawet te same drzewa!”- i już robi się swojsko i swojskość wlewa nam się nam do dusz, i czujemy się tak wygodnie, jak u siebie. I bez żadnych wydatków, a to, co zaoszczędziliśmy można będzie przeznaczyć na bardziej atrakcyjne intelektualnie wakacje, niż leżenie na plaży. Ale tu jest problem...bo czy tak naprawdę da się pokonać odwieczną ciekawość człowieka do miejsc nieznanych? Czy da się tak łatwo uwierzyć w fikcję? A jeśli nawet uwierzy się na chwilę, to nagle wyskoczy jeden prawdziwy element i zburzy nam cały system, jaki sobie nadbudowaliśmy - więc po co to wszystko?

Przestańmy już grać w fałszywe karty i zmuszać siebie do czegoś sztucznego. Tu przecież chodzi o to, żeby zmienić rutynę, oderwać się od miejsca, w którym na stałe egzystujemy, bo to właśnie daje nam poczucie relaksu i wrażenie, że „było się na wakacjach” - i o to poczucie właśnie nam chodzi.

Tak więc naprawdę - lepiej pojechać do Raju!

www.pacificpalmsvacation.com


Widok na taras. Wędki


Widok z pokoju gościnnego


Widok z tarasu

www.andrzejsiedlecki.pl